2013/08/30

Rozdział Siódmy

"Miarą człowieka nie jest zachowanie w chwilach spokoju, lecz to, co czyni, gdy nadchodzi czas próby."
~ Martin Luther King



  Piętnaście minut później, przed domem stała policja oraz wozy strażackie. Dom był już prawie ugaszony. Zbliżając się do niego z Damianem, zauważyłam zniszczoną strukturę budynku. Wszystko było nadpalone i zwęglone. Szyby były wybite, w dachu była ogromna dziura. Przez otwarte drzwi widziałam jeszcze bardziej przygnębiający widok. Ściany były czarne, w zwęglonych schodach brakowało kilku schodków, obrazy wiszące na ścianach, znikły na zawsze. Jednym zdaniem dom nadaje się do zburzenia.
Podbiegłam do Kingi stojącej obok policjantów, których zdążyłam już poznać.
Przyjaciółka obróciła się do mnie. Widziałam w jej oczach smutek, który nie był udawany jak cała ta scena.
- Co się stało? Gdzie mama i tata? - Patrzyłam na nią z oczekiwaniem pomieszanym ze strachem.
- Był wybuch, kiedy wychodziłam od ciebie. Cały dom stanął w płomieniach. Twoi rodzice oni...oni nie zdążyli wybiec. Zadzwoniłam na policję i straż pożarną. - Znowu poczułam łzy na policzkach. Komisarz Will bacznie mi się przyglądał. Poczułam ciarki na plecach. Coś mi się w tym facecie nie podoba, nie wiedziałam jeszcze co to jest, wiem tylko, że.nie powinnam mu ufać.
- Nic lepszego nie mogłaś zrobić... - urwałam, ponieważ zauważyłam ludzi wiozących na wózkach czarne płachty pod, którymi leżały ciała. Ciała moich rodziców, a przynajmniej i resztki. Chciałam podbiec, lecz nie mogłam, Damian trzymał mnie za ręce, na dodatek wspomagał się wampirzą siłą.
Uspokoiłam się. Uścisk zelżał.
- Gdzie pani była podczas pożaru? - spytał Trevor.
- Biegałam.
- Jest ktoś, kto mógłby to potwierdzić?
- Tak, ja. Razem biegaliśmy. - odezwał się Damian pewnym głosem.
- Około której mogło to być godzinie?
- Jakoś dwie godziny temu zaczęliśmy. - Wampir był spokojny i opanowany. Patrzył prosto w oczy komisarza. Wiedziałam, że używa wpływu.
Trevor pokiwał głową, zapisując coś w notesie.
- Dobrze. Będziemy w kontakcie. - odszedł do samochodu, gdzie czekał na niego komisarz Will.
Straż ugasiła całkowicie płomienie. Karetka zabrała ciała zostawiając w moim sercu wielką pustkę. Wszystko wokół ucichło. Staliśmy tylko we trójkę w ciszy, przyglądając się ruinie mojego domu.
- Chodź, będziesz dzisiaj nocowała u mnie. Wszystko Ci na spokojnie wytłumaczymy. - Odezwała się moja przyjaciółka. Objęła mnie, delikatnie popychając do przodu.

~***~

  Siedziałam w niewielkim salonie. Ściany były w odcieniu jasnego brązu, wisiały na nich zdjęcia rodziny, kwiaty, oraz obrazy, które zostały namalowane przez babcię Kingi. Były piękne. Przedstawiały różne pejzaże, dwa obrazy najbardziej mnie zaciekawiły. Na jednym był przedstawiony piękny zamek w świetle słońca, otoczony murami z kamienia. Do zamku wchodziło się przez ogromną bramę, którą zabezpieczał zwodzony most.. Kamienny zamek otaczała fosa. Posiadał cztery mniejsze wierze obserwacyjne i jedną główną wierzę.
Drugi obraz ukazywał ten sam zamek, tylko był przykryty osłoną mroku. Przerażał swoją krasą każdego. Niebo było zachmurzone, burzowymi chmurami. Przeszły mnie ciarki. Odwróciłam wzrok od obrazu.
Do pomieszczenia weszli Kinga, Damian oraz starsza pani Helia. Kobieta podała mi kubek z gorącą herbatą a na szklany stolik położyła talerzyk z babeczkami.
- Proszę, częstuj się. - Uśmiechnęła się do mnie. - Przykro mi z powodu Diany i Teodora oraz Piotra. Nie wyobrażam sobie co musisz przechodzić. I na dodatek dowiedziałaś się kim naprawdę jesteś. - W jej oczach dostrzegłam szczerość pomieszaną ze smutkiem i podziwem. - Cieszę się, że poznałam kogoś ze szlacheckiego rodu Defenderów. Najpotężniejszy ród czarodziejów władający ogniem.
- Babciu, proszę, ona praktycznie o niczym nie wie. Wie tylko, że jest pół wampirem pół czarownicą, że nazywa się Azara Defender. Jej trzeba wszystko od podstaw wytłumaczyć.
- Dobrze... Zacznę od tego, że na świecie pełnym ludzi mieszkają również czarodzieje i wampiry. Każdy czarodziej zalicza się do jednego z czterech plemion. Plemię Szeptu, Plemię Dębu, Plemię Łez oraz Plemię Iskier. Ja i Kyla należymy do Plemienia Szeptu, ty z kolei do Plemienia Iskier. Każde plemię charakteryzuje się mocą danego żywiołu. Plemię Szeptu - powietrzem, Plemię Dębu - ziemią, Plemię Łez - wodą a Plemię Iskier - ogniem. Potrafimy z niczego przywołać swój żywioł.
Jeśli chodzi o wampiry, to są to dzieci nocy. Zabójcze istoty żywiące się ludzką krwią. Potrafią zabijać z zimną krwią. Nie znają litości i nie żywią żadnych uczuć, poza pragnieniem zabijania. Chodź znajdą się wyjątki. - Spojrzała na Damiana z lekkim uśmiechem. Chłopak wzruszył tylko ramionami. - Kiedyś poruszali się tylko pod osłoną nocy, lecz od kilku lat dzięki czarom potrafią poruszać się za dnia.
Od zarania dziejów żyli w zgodzie z czarownicami, ale od siedemnastu lat, kiedy władzę zdobył pewien wampir wszystko się zmieniło. Ci, którzy nie byli mu posłuszni pozbawiał ich cennego daru. Daru życia. W tedy wiele czarownic i wampirów zginęło, a pozostali przyłączyli się do szeregów zła. Jednak znalazło się niewielu śmiałków, którzy postanowili ukryć się wśród ludzi. Niektórzy zmieniali imiona i nazwiska, dla lepszego bezpieczeństwa. W duchu wierzyli, że kiedyś wszystko wróci do dawnego porządku, dzięki najpotężniejszej istocie, która gdzieś na tej planecie żyje. - Starszej kobiecie rozbłysły oczy. Domyśliłam się o kogo może jej chodzić.
- Że niby ja jestem tą istotą?
- Ależ oczywiście. Posiadasz cechy należące do dwóch różnych gatunków. Masz w sobie siłę wampira, szybkość oraz wyostrzone zmysły, cechą należącą do czarownicy jest drzemiąca w tobie magia i to potężna, również dzięki genom czarodziei możesz poruszać się za dnia przy czym promienie słoneczne nie palą twojej skóry. Dzięki tobie nastanie spokój. Jesteś światłem w całym tym mroku. Iskrą nadziei wielu istnień. - spojrzałam na przyjaciółkę z myślą, że to wszystko to jeden wielki dowcip. Wyraz jej twarzy mówił mi co innego. Była poważna. Nigdy wcześniej nie widziałam żeby Kinga była tak poważna. Zawsze widziałam ją wyluzowaną, nie przejmującą się niczym. Wesoła i szalona imprezowiczka. Powoli docierało do mnie, że ten cały koszmar to okropna rzeczywistość.
- I co teraz? - Spytałam nie wiedząc co powiedzieć.
- Zaczniemy od nauki posługiwania się magią. - Powiedział pani Helia.
- Oraz wampirologi. - Dodał Damian. - Nauczę Cię walki i samoobrony.




Nareszcie !!! :D 
Wreszcie mogłam dodać kolejny rozdział. :) Długo wyczekiwany przez Was. Mam nadzieję, że Wam się spodoba. ^.^
Następny rozdział dodam po weekendzie, ponieważ jestem kilka rozdziałów do przodu. =)
Również zmieniłam szablon bloga co bardzo dziękuję Arianie. :) Szablon jest śliczny, idealnie pasuje do bloga. :-]
Mam jeszcze jedną sprawę, obecna nazwa mojego profilu nie pasuje już do mnie, a nie wiem na jaką ją zmienić. Macie może jakieś propozycje? Będę bardzo wdzięczna.
Pozdrawiam moich czytelników. :*

2013/08/01

Rozdział Szósty

"Nie bój się tego, co nowe - chociaż Ci miły spokój."
~ Tytus Carus Lukrecjusz.



    Szliśmy w ciszy. Zastanawiałam się co powiedzieć mamie. Wiedziałam, że powinnam ją przeprosić. Nie powinnam była się tak zachować. Powinnam także przeprosić Kingę i ją wysłuchać. Mam nadzieje, że Kinga będzie chciała ze mną rozmawiać.
Kiedy dochodziliśmy do domu czułam się dziwnie. Nie mam pojęcia jak to uczucie nazwać. Strach? Panika? Poczucie winy? Wszystkie naraz naparły na mnie z siłą. Czułam również, że nie powinnam wchodzić do domu.
Spojrzałam na Damiana. Jego postawa się zmieniła, stał się bardziej ostrożny. Rozglądał się we wszystkie strony i nastawiał uszu.
Nagle drzwi mojego domu otwarły się z hukiem. Wybiegło trzech wampirów. Syczeli i powarkiwali ukazując białe kły. Nadal mnie to zachwycało ale coraz bardziej przerażało. Mimo małej wielkości mogły zrobić bardzo dużą krzywdę.
Stanęłam jak wryta, sparaliżowana strachem. Damian stanął przede mną osłaniając swoim ciałem. Całą uwagę skoncentrował na mężczyznach.
Jeden z nich skoczył w naszą stronę. Odruchowo się cofnęłam. Chłopak mojej przyjaciółki nadal stał skupiony. Poruszył się dopiero kiedy napastnik znalazł się kilka kroków od niego. Szybko się z nim rozprawił. Reszta wampirów wściekła się. Rzucili się prosto na Damiana, ja w tym czasie biegłam do domu. Nikt na mnie nie zwracał uwagi.
Zamknęłam za sobą drzwi. W domu było cicho i ciemno. Ostrożnie stawiałam nogi. Wchodząc do kuchni widziałam ciało Kingi. Kucnęłam obok tak, że mogłam zmierzyć jej puls. Żyła. Westchnęłam z ulgą.
Przeszukałam inne pomieszczenia. Wchodząc do salonu widziałam tatę leżącego na sofie. Podeszłam bliżej.  Dopiero wtedy zauważyłam, że jest strasznie blady. Przyjrzałam mu się. Na szyi zobaczyłam dwie małe dziurki. Były zaczerwienione i bardzo widoczne. Z przerażenia chwyciłam jego rękę, była zimna. Nie wyczułam pulsu. Nagle w oczach stanęły mi łzy, niektóre spłynęły po policzkach.
Usłyszałam ciche jęknięcie. Obróciłam się gwałtownie. Na podłodze leżała moja mama. Na jej szyi też były ukłucia. Jeszcze krwawiły. Podbiegłam do niej. Widziałam jak traci siły. Wzięłam jej głowę na kolana, poprawiając krótkie brązowe włosy. W jej zielonych oczach widziałam smutek, żal i miłość. Ścisnęło mi serce. Nie chciałam żeby odeszła. Nie teraz. Nie po naszej kłótni.
- Przepraszam. Ja nie chciałam. - wyszeptałam.
- Wiem... To ja powinnam była Ci powiedzieć... już dawno temu... - jej głos był cichy i przerywany. Pozbawiony swojej dotychczasowej siły. - Nie powinnam była tego zataić, ale w tedy... myślałam, że będziesz bezpieczna... myliłam się...
- Cii... Nie jestem Ci tego za złe.
- Cieszę się. Ale pamiętaj o swoim przeznaczeniu... Zaufaj ludziom, którzy Cię otaczają... Doceń ich miłość... - Potrząsnęłam tylko głową. Nie potrafiłam wydobyć dźwięku z gardła. - Jesteś podobna do Isztar i  do Dymitra. Dwa przeciwieństwa w jednej małej osóbce. - Uśmiechnęła się smutno. - Pamiętaj kim naprawdę jesteś i zaakceptuj samą siebie... - czułam jak słabnie. Wiedziałam, że stracę kolejne bliskie mi osoby. Szlochałam. - Nie płacz i pamiętaj, że zawsze będę przy tobie, tak jak  twoja prawdziwa mama. Nie zapomnij o tym...- Zwykły człowiek mógłby nie usłyszeć jej ostatnich słów, lecz nie ja.  Nie z moimi korzeniami.
Poczułam ostatnie tchnienie a potem ciężar sztywnego ciała. Przytuliłam ją mocniej, plamiąc jej zimną twarz łzami. Cała się trzęsłam.
Starałam się trochę uspokoić. Usłyszałam czyjeś kroki na piętrze. Wyostrzyłam zmysły.
Ostrożnie położyłam głowę Diany wstając. Postanowiłam kierować się instynktem. Idąc w stronę schodów słyszałam jak włamywacz zmierza ku schodom. Stanęłam, czekając aż mym oczom ukarze się kolejny potwór. Kroki było słychać już na schodach. Po chwili ukazał się wysoki mężczyzna z krótkimi brązowymi włosami. Od razu mnie zauważył. Uśmiechnął się. Powoli zaczął zbliżać się do mnie. Wyciągnął rękę, lekko dotykając mojego policzka.
- No no no. Nie przypuszczałem, że jesteś taka piękna. Ale cóż skoro masz geny wampira to nie ma się czego dziwić. - Strzepnęłam jego rękę. Nie przejął się tym. Obszedł mnie, przyglądając się uważnie. - Szkoda takiej ładnej dziewczyny. - Zmrużyłam oczy. Chciałam go uciszyć. Energicznie odwróciłam się w jego stronę.
- Zamknij się. - wysyczałam przez zęby. Usłyszałam jego gorzki śmiech.
- Grozisz mi? Śmieszna jesteś. Co niby mogłabyś mi zrobić?
- Zdziwiłbyś się. - Spoważniał. Widziałam jak jego mięśnie się naprężają. Wiedziałam, że zaraz zaatakuje. Kiedy zmierzał prosto na mnie poczułam w dłoniach ciepło. Zauważyłam w jego oczach zdziwienie zmieszane z odrobiną strachu. Spojrzałam na swoje dłonie. Wokół nich uformowały się złote kule. Cisnęłam nimi w wampira. Kiedy go dotknęły zaczął wrzeszczeć, a na jego piersi ukazał się płomień. Intensywnie skupiłam na nim wzrok, przypominając sobie zdarzenie w lesie. Tak jak przypuszczałam płomień zaczął się powiększać pochłaniając całe ciało.
Usłyszałam huk wyważonych drzwi. W progu stanął Damian. Jego oczy się rozszerzyły. Wampir pomału obracał się w pył, aż po chwili całkiem zniknął. Z kuchni usłyszałam jęk. Damian też musiał go usłyszeć, bo z prędkością wampira znalazł się w kuchni. Objął Kingę czułem gestem. Patrzył na nią z miłością, ona na niego również. Po chwili dostrzegła mnie. Widziałam smutek w jej zielonych oczach.
- Tak mi przykro. - Wyszeptała, łapiąc się za głowę. Podeszłam do niej ostrożnie tuląc ją do siebie.
- Wiem. Próbowałaś ich bronić, po prostu zaskoczyli Cię.
- Dziewczyny nie chcę was poganiać, ale powinniśmy się z tąd wynosić. Ogień się rozprzestrzenia. - Teraz zauważyłam, że cały dom stanął w płomieniach. Szybko wybiegliśmy z domu. Stałam  w oddali przyglądając się resztkom swojego rodzinnego domu. Czułam jak po policzkach spływają mi łzy. Kinga położyła mi rękę na ramieniu, dodając mi otuchy. Odwróciłam się do nich. - Co teraz zrobimy?
- Po wampirach nie będzie śladu, tylko po Dianie i Teodorze. Kinga zadzwoni na policję i na nich zaczeka. My w tym czasie będziemy wracali z joggingu.



Skończyłam pisać szósty rozdział. :D Nie wiem kiedy pojawi się następny ponieważ na cały miesiąc wyjeżdżam do babci. Niestety nie będę  miała dostępu do neta. :( Nie przestanę jednak pisać kolejnych rozdziałów. ;)
W każdym bądź razie widzimy się we wrześniu. :D
Pozdrawiam, Cherry

2013/07/26

Rozdział Piąty

" Lubię znać prawdę, nawet jeśli jest bolesna, sama przyznasz, że lepiej wiedzieć o sobie całą prawdę."
~ John Steinbeck


      Siedziałam na łóżku wpatrując się w Kingę. Nie miałam zielonego pojęcia o co mogło jej chodzić mówiąc: Musimy zachować ostrożność, a w szczególności Ty. Siedziała naprzeciwko mnie wpatrujac się we mnie z nieodgadnionym wyrazem twarzy. W ogóle się nie poruszała. W końcu wydobyłam z siebie głos. - O co Ci chodzi mówiąc " A w szczególności Ty"? - palcami zrobiłam cudzysłów na te słowa, które wymówiła przyjaciółka. Nie odezwała się. Chciałam złapać jej wzrok, który starannie unikał mojego kontaktu. Nie wytrzymałam. Z zadziwiającą szybkością wstałam z łóżka. Zaczęłam przechadzać się po pokoju.
Tym razem nie pozwolę jej zwlekać. Musi mi to powiedzieć dzisiaj, teraz, a nie w tedy kiedy ona uzna odpowiedni moment.
Stanęłam naprzeciwko niej, pochylając się by nasze oczy były na tej samej wysokości. W końcu nasze spojrzenia się spotkały. Nie pozwoliłam jej tym razem odwrócić wzroku. Bez mrugnięcia patrzyłam na nią mówiąc. - Powiedz mi co przede mną ukrywasz. Teraz. Natychmiast. - w moim głosie wyczuwało się rozkaz. Kinga siedziała nieruchomo patrząc mi w oczy. Jej ciało zdawało się być sztywne.
- Prawdę o Twoim pochodzeniu. - Wypowiedziała jakby w transie. Nie zwracałam na to uwagi. Musiałam się dowiedzieć.
- Jaką prawdę?
- To, że nie jesteś człowiekiem.
- W takim razie kim?
- Pół wampirem pół czarownicą. - z szoku zamrugałam oczami. Odsunęłam się od Kingi, która wyglądała normalnie poza rozwścieczoną twarz a.
- Użyłaś na mnie wpływu!
- Co takiego? Czego użyłam?
- Wpływu. Każdy wampir to potrafi. - Wyraz jej twarzy złagodniał. - Przepraszam. Nie powinnam była tak wybuchnąć. Skąd mogłaś wiedzieć, że potrafisz coś takiego. - przyjaciółka westchnęła. - Przynajmniej znasz prawdę. Jeśli mi nie wierzysz to spytaj panią Dianę Hold.
- Żebyś wiedziała. - szybko zbiegłam ze schodów. Mama była w kuchni, robiła kolację. Stanęłam w drzwiach. - Mamo, to prawda, że jestem w połowie czarownicą i w połowie wampirem? - Na to pytanie mama zachłystnęła się powietrzem.
- Co Ty wygadujesz? Za dużo filmów oglądasz.
- Powiedz prawdę.
- Ależ kochanie... Eh, dobrze. Powiem Ci. - Usiadłam przy stole a naprzeciw mnie usiadła mama. Patrzyłam na nią z uwagą. Była smutna, ale nie z powodu śmierci Piotrka. Ten smutek spowodowany został przez stare wspomnienia.  - Siedemnaście lat temu w dalekich krajach wydarzyło się coś strasznego. Pewien zły wampir doszedł do władzy i to po trupach. Dosłownie. Zabijał ludzi oraz czarodziejów i czarownice. Twoją prawdziwą matką jest czarownica, moją była przyjaciółka. Dzień po Twoich narodzinach dała mi Cię abym się Tobą opiekowała. Razem z Teodorem  uciekliśmy a Twoją matka próbowała go powstrzymać. Niestety zabił ją. Próbowała bronić Ciebie. Za Twoje życie poświęciła swoje. Najgorsze jest to, że to Twój ojciec zabił Isztar i próbował również Ciebie... Razem z Teodorem daliśmy Ci nowe imię i nasze nazwisko. Tak naprawdę nazywasz się Azara Defender. Jesteś czarownicą żywiołu Ognia i z plemienia Iskier.
- Dość! Nie chcę tego słuchać. To są kłamstwa. - Łzy spływały mi po policzkach. Wstałam z krzesła. Mam już tego dość!
- Azara grozi Ci niebezpieczeństwo. Twój ojciec chce Cię zabić.
- Nie nazywam się Azara! - wybiegłam z domu. Biegłam przed siebie, Nie mogłam w to uwierzyć. Nie chciałam. Jestem zwyczajną nastolatką.
Ominęłam drzewo, nie wiedząc kiedy znalazłam się w lesie. Nie przestawałam biec. Miałam dobrą kondycję ponieważ co kilka dni uprawiałam jogging.
W głowie nadal rozbrzmiewały mi słowa " Tak naprawdę nazywasz się Azara Defender. Jesteś czarownicą żywiołu Ognia i z plemienia Iskier. " "Pół wampir pół czarownica." " Użyłaś na mnie wpływu."
Moje życie wywróciło się do góry nogami. I to dosłownie. Wisiałam głową w dół na jakiejś linie związanej do drzewa.
W moją stronę zbliżało się dwóch mężczyzn. Ubrani byli w czarne mundury. Obaj mieli brązowe włosy i jasną skórę. Jeden z nich miał brązowe oczy natomiast drugi w odcieniu miodu. Przystojni byli. Stanęli na przeciw mnie. Ich oczy przesuwały się po moim ciele. przeszły mnie ciarki. Na ich twarzach igrał uśmiech zwycięstwa.
- Król będzie zadowolony.
- Może nawet dostaniemy nagrodę za jej schwytanie.
- Nie liczyłbym na to. - usłyszałam znajomy głos, za mężczyznami dostrzegłam Damiana. Usłyszałam warknięcie ze strony jednego faceta. Obrócił się do Damiana, przyjmując pozę do skoku. Usta uniosły się w wrogim uśmiechu. Dostrzegłam ostre kły. Widok był fascynujący i zarazem przerażający. Damian również przyjął pozycję do skoku. Wpatrywali się w siebie przez chwilę. Nagle napastnik skoczył a za nim chłopak mojej przyjaciółki. Dwaj faceci zderzyli się w powietrzu. Widziałam wymierzane ciosy i kopniaki, nawet obcy mężczyzna spróbował użyć swoich kłów. Nie udało mu się, Damian chwycił jego głowę i obrócił ją o sto osiemdziesiąt stopni. Wampir padł na ziemię.
W tym czasie drugi wampir patrzył na mnie jak na przekąskę. Ze strachu zaczęłam się wierzgać, próbując się uwolnić. W jego oczach widziałam podniecenie. Zbliżał się do mojej szyi. Chwyciłam go za głowę. Niestety był silniejszy. Postanowiłam jednak się nie poddawać. Usłyszałam krzyk potwora. Zauważyłam, że spomiędzy moich palców świeci złote światło.  Wampir odsunął się ode mnie. Widziałam na jego twarzy oparzenia. Wściekły facet przygotował się do ataku, tylko Damian w odpowiednim czasie znalazł się przy nim skręcając mu kark.
Damian spojrzał na mnie uśmiechając się. Podszedł, objął i uwolnił mnie z liny. Byłam w jego ramionach, bezpieczna. Przez koszulkę czułam jego silne mięśnie.
- Nic Ci nie jest?
- Nie, wszystko w porządku. Co to było? - Drżałam. Nie miałam pojęcia co się przed chwilą wydarzyło. Byłam wystraszona i poddenerwowana.
- To były wampiry. Muszę jeszcze je spalić bo inaczej się "obudzą". - Ostrożnie postawił mnie na ziemię. Patrzyłam w jego błękitne oczy.
- Nie o nich mi chodziło. Co to za światło, które wydobywało się z moich palców?
- To była twoja moc. Jesteś czarownicą.
- A Ty wampirem?
- Tak. Zaczekaj chwilkę, muszę się nimi zająć. - wyciągnął zapałki. Ostrożnie podpalał nieruchome ciała, które szybko zajęły się ogniem. Stałam nieruchomo wpatrzona jak płomienie pochłaniają każdą komórkę ciała. Nie zwracałam na nic uwagi, całkowicie skupiona na płomieniach. Ogień zdawał się zwiększać z każdą sekundą kiedy na niego patrzyłam.
Dotyk na ramieniu wybudził mnie z tego transu. Spojrzałam na stojącego obok mnie
Damiana. Fakt, że jest wampirem jakoś mnie nie przeraził. Sama nie wiedziałam dlaczego. Po prostu czułam, że mogę mu zaufać.
Uśmiechnęłam się on również. Objął mnie przyjacielskim gestem.
- Chodźmy stąd. Nic tu po nas.  Zaprowadzę Cię do domu. - Nie protestowałam. Dałam mu się prowadzić. Byłam zmęczona. Chciałam się położyć i zapomnieć o wszystkim.



Hmm... Nie spodziewałam się, że dzisiaj opublikuję ten rozdział. Szczerze nie wiedziałam kiedy go skończę pisać. Nie potrafiłam wymyślić zakończenia, ale na szczęście wczoraj wieczorem wróciła mi wena i oto jest Piąty Rozdział. :D
Jeśli zauważycie jakieś błędy to powiedzcie mi ja je poprawię. Będę bardzo wdzięczna. :)
Pozdrawiam ciepło. :*

2013/07/22

Rozdział Czwarty

" Śpieszmy się kochać ludzi tak szybko odchodzą
I Ci co nie odchodzą nie zawsze powrócą
I nigdy nie wiadomo mówić o miłości
Czy pierwsza jest ostatnią
Czy ostatnia pierwszą "
~ Jan Twardowski

    Następnego ranka podczas śniadania razem z rodzicami oglądałam wiadomości z telewizji lokalnej. Prezenterka mówiła o wypadkach samochodowych, pożarze  w budynku oraz o drobnych kradzieżach.
- Dzisiaj koło godziny siódmej rano znaleziono ciało chłopaka. Z tego co mówi policja skutkiem śmierci było skręcenie karku. Wiemy także, że  był to osiemnastoletni Piotr Tibro.
Wyplułam przed siebie płatki z mlekiem, robiąc bałagan. Zaczęłam kaszleć a do oczu napłynęły mi łzy. Słowa kobiety wstrząsnęły mną. Nie mogłam w to uwierzyć.
Przecież parę godzin temu całowałam się z nim. Kto mógłby dopuścić się tego czynu?  Dlaczego Piotrek a nie ktoś inny? Jaki miał w tym cel?
Nie umiałam odpowiedzieć na te pytania. Za bardzo przejęłam się jedną myślą. Piotrek nie żyje. Mój chłopak został zamordowany.
Mama przytuliła mnie w czułym uścisku natomiast tata trzymał mnie za rękę, lekko ją ściskając. Byłam wdzięczna im za tą troskę, ale w obecnej chwili chciałam pobyć w samotności.
Odsunęłam się od nich i ze łzami spływającymi po policzkach pobiegłam do pokoju.
Leżąc w łóżku tuliłam do piersi poduszkę. Mój telefon ani na moment nie ucichł. Co chwilę próbowała się ze mną skontaktować Kinga, lecz ja nie miałam ochoty na rozmowę z kimkolwiek.
Obudziłam się zmęczona. Zegar wskazywał parę minut po piętnastej. Musiałam usnąć. Poduszka na której leżałam była mokra.
Usłyszałam pukanie do drzwi. To przez ten hałas się obudziłam. Wstając z łóżka widziałam swoje odbicie w lustrze. Blada cera, czerwone i spuchnięte oczy od płaczu oraz rozczochrane czarne długie włosy. Wyglądałam okropnie.
W drzwiach stała mama ze smutnym wyrazem twarzy.
- Policja przyszła z tobą porozmawiać. Jak chcesz mogę ich odprawić, a rozmowę przeniesie się na jutro.
- Nie trzeba.  Wolę mieć to już za sobą. -- Powiedziałam głosem pozbawionym emocji. Nie zadałam sobie trudu by przynajmniej odrobinę się ogarnąć. Straciłam bliską mi osobę i mam prawo wyglądać mizernie.
Wchodząc do salonu ujrzałam dwóch mężczyzn. Jeden był wysoki i szczupły z brązowymi włosami i opaloną twarzą, natomiast drugi był niższy i troszkę grubszy. Miał rude włosy i oliwkową cerę. Obaj byli ubrani w dżinsy, czarne bluzki oraz czarne, skórzane płaszcze. Oparłam się o framugę drzwi, zakładając ręce na piersi.
- Panowie, proszę jej nie męczyć. Bardzo przeżywa śmierć swojego... chłopaka. - Spojrzałam na mamę. Widać było po niej, że jest smutna. Lubiła Piotrka i to bardzo. Jest wrażliwą osobą a jeśli chodzi o śmierć to szczególnie. Dziwię się, że tak dobrze się trzyma. Ale nie wykluczam też, że robi to dla mnie. Przez swoją postawę chce mi powiedzieć, że nie powinno odizolowywać się od toczącego się dalej życia.
Westchnęłam. Opuściłam ręce siadając na fotelu.
- Wiec o co chcieli panowie ze mną porozmawiać?
- Jesteśmy z biura śledczego do spraw morderstw. Ja jestem Will, a to mój partner Trevor. - odezwał się wysoki mężczyzna stając naprzeciwko mnie. - Wiemy, że wczoraj wieczorem widziałaś się z Piotrem.
- Tak. Widziałam się z nim. Byliśmy umówieni z przyjaciółmi.
- O której to mogło być godzinie? - Tym razem głos zabrał Trevor.
- Piotrek przyszedł do mnie chwilę po wpółdo siedemnastej, a około siedemnastej spotkaliśmy się przed klubem ze znajomymi. - wpatrywałam się w mężczyzn a oni we mnie.
- Jak nazywał się ten klub?
- Delia.
- A tak mniej więcej o której mogliście wyjść?
- Nie jestem pewna ale mogło już być parę minut po dwudziestej.
- Czy widziała może pani coś podejrzanego? - Przygryzłam dolną wargę. Sięgnęłam pamięcią do poprzedniego wieczoru. Poza napaścią na moją osobę to nic mi nie zapadło w pamięci. Nie zauważyłam, czy ktoś za nami idzie lub się nam przyglądał.
- Nie, nie widziałam
- Dobrze. Byłbym zapomniał, mogłaby pani podać mi dane tych znajomych?
- Tak oczywiście. Kinga Valdorw i Damian Raivick.
- Dziękujemy. To na razie tyle. Do widzenia.
Tyle co wyszli po policzkach spłynęły mi łzy. Szybko wstała z fotela biegnąc do pokoju. Przez resztę dnia wspominałam początek naszego związku. Jego starania o moje względy, pierwsza randka, pierwszy pocałunek, jego uśmiech przeznaczony tylko dla mnie, ten błysk w niebieskich oczach na mój widok. I to wszystko straciłam w jednej chwili. Nieodwracalnie. Na zawsze.
Od mych rozmyślań odciągnęło mnie oukanie do drzwi.
- To ja Kinga, wpuść mnie. - wstałam i otwarłam drzwi. Ruchem głowy wpuściłam przyjaciółkę do środka. Usiadłam na łóżku, Kinga zrobiła to samo. Zauważyła, że nie promieniuje dobrym nastrojem. Włosy związała w koński ogon, perfekcyjny makijaż jaki zawsze miała znikł z jej twarzy. Oczy pełne wigoru i zabawy były przygaśnięte a usta na których zawsze igrał uśmiech miały kształt podkowy.
- Ja... ja nie mogę w to uwierzyć. - wyszeptałam.
- Wiem. Ja również. Mam nadzieję, że zabójca zostanie schwytany. - Przytuliłam się do niej. Dziękowałam Bogu za taką przyjaciółkę. Zawsze mnie wspiera nie bacząc na konsekwencje i rezultaty.
W akcie desperacji i braku siły emocjonalnej powiedziałam to co nikomu nie zamierzałam mówić.
- Muszę Ci coś powiedzieć. W tedy w parku co zgubiłam się z Natalią coś dziwnego się stało. Ona przewróciła się haratając kolana. Ja wtedy poczułam słodki zapach jej krwi. To nie wszystko. Lepiej widziałam i słyszałam. Miałam ochotę spróbować jej krwi. Poczuć smak i słodycz. - urwałam nie patrząc na Kingę. Westchnęłam i mówiłam dalej. - Wczoraj przed tym jak wyszliśmy z klubu w łazience jeden facet chciał mnie... zgwałcić. W obronie własnej swoim uściskiem dłoni złamałam mu nadgarstek. Potem szybko uciekłam do Piotrka... - zamilkłam, nie wiedząc co powiedzieć dalej. Przyjaciółka nie puściła mnie ani nie patrzyła krytycznym bądź przerażonym wzrokiem. Po prostu siedziała obejmując mnie. Wyczułam, że coś ją dręczy. Nie pytałam co,  bo gdyby chciała sama by mi to powiedziała. Najwidoczniej uznała, że nie jest to jeszcze odpowiednia chwila.
Lekko odsunęłam się od niej patrząc w oczy. Widziałam ból, smutek oraz małe wahanie, które szybko znikło.
- Czemu nam tego nie powiedziałaś?
- Nie wiem. Może się bałam waszej reakcji.
- Wiesz, że mnie możesz wszystko powiedzieć. Jestem twoją najlepszą przyjaciółką. Ja ufam tobie to Ty powinnaś również mi zaufać. Zresztą nie będziemy teraz o tym dyskutować. Są ważniejsze rzeczy na głowie. Zabójca Piotrka nadal jest na wolności. Musimy zachować ostrożność, a w szczególności Ty. - patrzyłam na nią nie wiedząc o co jej chodzi. Wyraz jej twarzy niczego nie zdradzał.



Kolejny rozdział do kolekcji. :) Troszkę długo trwał no ale miałam malutkie problemy z weną. :/
Mam nadzieję, że się podoba i liczę na Wasze szczere komentarze. :D
Mam też takie jedno pytanko, co sądzicie o tym żebym dodała prolog? Wsumie mam go zapisany w zeszycie i teraz się zastanawiam czy nie dodać go na bloga. Tylko jest też mały problem nie wiem jak miałabym go umieścić przed pierwszym rozdziałem. Pomożecie mi?
Pozdrawiam, Cherry

2013/07/10

Rozdział Trzeci

" Jeśli z czymś się borykasz, rozejrzyj się dookoła, a zobaczysz, że wszyscy ludzie z czymś się borykają i że dla nich jest to równie trudne, jak dla Ciebie."
~ Nicholas Sparks

   O siedemnastej staliśmy pod klubem, gdzie czekali na nas Kinga i Damian. Przyjaciółka była ubrana w skórzaną sukienkę i koturny natomiast Damian w czarne dżinsy i  białą koszulkę. Przywitaliśmy się i weszliśmy do środka. Najpierw co mnie uderzyło to głośna, rockowa muzyka i kolorowe reflektory. Rozejrzałam się po pomieszczeniu. Stoły z kanapami stały pod ścianami umożliwiając miejsce do tańczenia. Na przeciwko wejścia stał bar, który był oświetlony normalnym światłem, natomiast po prawej stronie baru jest przejście do łazienek.
Chłopaki podprowadzili nas do baru. Widziałam pełno kolorowych butelek z alkoholem oraz zwykłe napoje.
- Poproszę colę.
- Dla mnie też. - Odezwała się Kinga.
- A dla nas piwo. - Powiedział Damian. Barman podał nam napoje. Uśmiechnęłam się kiedy zabrałam swój napój. Usiedliśmy na jednej z kanap. Usadowiłam się obok przyjaciółki by móc z nią poplotkować natomiast chłopcy usiedli bliżej siebie aby pogrążyć się w rozmowie na temat motoryzacji.
- Jak było na obiedzie? - Spytałam Kingę.
- Super. Poszliśmy do restauracji. Zamówiłam sałatkę owocową, Damian rybę a Natalia pierogi. Potem odprowadziliśmy małą do mamy a...
- A resztę dnia spędziłaś z Damianem. - Weszłam jej w zdanie. Uśmiechnęła się przytakując.
- Tak, u mnie w pokoju.
- Bez szczegółów. - Obie wybuchłyśmy śmiechem. Piotrek i Damian tylko na nas spojrzeli i na powrót wrócili do przerwanej rozmowy.
- Oni nigdy nas nie zrozumieją.
- Zgadzam się.
- Zatańczymy? - Zaskoczona spojrzałam na Piotrka. Uśmiechnął się zachęcającą.
- Jasne. - Razem weszliśmy na parkiet. Wokół nas tańczyło wiele ludzi a oczy Piotrka wpatrywały się w moje z miłością. Uśmiechnęłam się do niego. Przetańczyliśmy trzy piosenki wpatrując się w siebie nawzajem w oczy.
- Muszę do toalety. Zaraz wracam. - Obróciłam się idąc w stronę baru skręcając do łazienek. 
Najbardziej odludnione i zaciemnione miejsce w klubie. Weszłam do środka rozglądając się po małym pomieszczeniu. Dwie umywalki nad, którymi wisiały lustra oraz dwie kabiny na przeciwko drzwi. Stłumione światło napawało małym dreszczykiem. Podeszłam do umywalki umyć ręce i przy okazji przejrzeć się w lustrze. Wychodząc drzwi zastawił mi muskularny facet.
- Witaj ślicznotko. - Jego głos był obleśny a twarz pokrywały blizny.
- Przepuść mnie.
- Czemu miałbym Cię puścić?
- Bo chcę wyjść.
- Nie wydaje mi się. - Po tych słowach pchnął mnie wchodząc do środka. - A teraz się zabawimy.
Podchodził do mnie powoli z obślizgłym uśmieszkiem. Kiedy się zbliżał czułam jak strach zżera mnie od środka, a potem znikł bez śladu. Wszystko co się wydarzyło przed chwilą trwało nie mniej jak dwa uderzenia serca.
Facet złapał mnie za nadgarstki, czułam ból jego uścisku. Instynktownie kopnęłam go w krocze. Skulił się z jękiem. Kiedy podniósł głowę całą twarz miał w odcieniu bordu z wściekłości. Złapał mnie za włosy zanim zdążyłam uciec. Chciałam aby mnie puścił więc starałam się osłabić jego uścisk wbijając mu paznokcie w rękę. Niestety odwinął mi się drugą ręką wymierzając mi cios w policzek z otwartej dłoni. Chciał zamachnąć się jeszcze raz ale tym razem złapałam go za nadgarstek i w ataku złości zaczęłam wzmacniać swoją siłę w uchwycie.  Nagle usłyszałam jak coś strzeliło i przeszywający krzyk napastnika. Uświadomiłam sobie, że złamałam mu nadgarstek. Puścił mnie. Szybko wybiegłam z łazienki zostawiając wrzeszczącego faceta. Pobiegła do Piotrka, wtulając się w niego.
-Możemy już wracać? Proszę.
- Co się stało? - Usłyszałam w jego głosie troskę.
- Proszę. - Nic nie mówiąc objął mnie i wyprowadził z klubu. Przed budynkiem dołączyła Kinga.
- Już idziecie?
- Okropnie się czuję. - Nie lubię kłamać, ale nie chciałam jej mówić co się przed chwilą wydarzyło. - Gdzie Damian?
- Stał przy barze. Pójdę po niego.
Chwilę później we czworo wracaliśmy do domów. W połowie drogi pożegnaliśmy Kingę i Damiana. Piotrek odprowadził mnie pod drzwi. Chciałam go zaprosić ale powiedział, że mama się pewnie o niego martwi. Pocałowałam go czule. Całowaliśmy się przez dłuższą chwilę. Kiedy się od siebie oderwaliśmy serce biło mi jak młot i miałam nierówny oddech podobnie do Piotrka. Musnął mnie ustami w czubek czoła po czym się odwrócił. Patrzyłam jak znika w mroku.
Zamknęłam drzwi. Idąc do łazienki mijałam pokój rodziców, z którego wydobywała się smuga światła lampki nocnej. Pewnie mama czytała książkę. Zawsze to robi przed snem.
Po kąpieli ułożyłam się wygodnie w łóżku . Leżałam wpatrując się w sufit. W końcu odpłynęłam w krainę snów.



No to mamy już trzeci :) Przepraszam, że dopiero teraz dodałam rozdział ale przez pewien czas nie miałam neta :(
Piszcie w komentarzach jakie dostrzegliście błędy. Będę bardzo wdzięczna ;)
Kolejny rozdział postaram się wstawić w miarę szybko o ile pozwoli mi na to wena.
Pozdrawiam, Cherry

2013/06/12

Rozdział Drugi

" Najstarszym i najsilniejszym uczuciem znanym ludzkości jest strach, a najstarszym i najsilniejszym rodzajem strachu jest strach przed nieznanym. " 
~ Howard Phillips Lovecraft.



       Kinga rozgląda się za swoim nowym chłopakiem, ja stałam i patrzyłam się w rozradowane dzieci bawiące się na placu zabaw. Nagle poczułam szarpnięcie przez co o mało nie przewróciłam się. Szłam za przyjaciółką w stronę huśtawek, zauważyłam wysokiego mężczyznę z krótko obciętymi blond włosami i niebieskimi oczami. Był wysportowany i silny, ponieważ jego czarna koszulka opinała mu się w ramionach. Stała obok niego dziewczynka, też miała blond włosy tylko o odcień jaśniejsze, związane były w dwa warkocze. Jej brązowe oczy były duże i miały w sobie błysk radości. Miała na sobie krótkie spodenki oraz bluzkę na ramiączkach z białym koniem.
- Cześć Damian! - zawołała Kinga. Chłopak się odwrócił i uśmiechnął ukazując białe, równe zęby.
- Cześć. Nareszcie jesteś. To jest moja kuzynka, ma siedem lat. - tym razem uśmiechnął się do dziewczynki. Po chwili spojrzał na mnie. Wpatrywał się we mnie przez dłuższy czas, tak jakby próbował się czegoś dowiedzieć, po czym spytał. - Kto to ?
- A tak, to moja przyjaciółka Jessika.
- Damian, cześć. - podał mi rękę.  - Kinga mówiła mi o Tobie, ale oczywiście same dobre rzeczy.
- A mi wręcz przeciwnie. Zataiła fakt, że ma chłopaka. - uśmiechnęłam się. Kucnęłam obok dziewczynki nie przestając się uśmiechać.
- Cześć jestem Jessika, a Ty jak masz na imię?
- Natalia. - uśmiechnęła się troszkę zawstydzona.
- Wiesz co, to może Ty zajmiesz się Natalią a my pójdziemy się przejść. - odezwała się Kinga błagalnie na mnie patrząc bym się zgodziła.
- Jasne. O ile mała nie ma nic przeciwko.
- Nie jestem mała.
- Dobrze, dobrze. A więc zgodzisz się zostać z Jess, a ja i Twój kuzyn pójdziemy się przejść, co? - Kinga mówiła słodkim i łagodnym głosem. Dziewczynka patrzyła to na nią to na kuzyna a potem na mnie.
- Dobrze,
- Dziękuję. A więc gdzie idziemy? - ostatnie zdanie skierowała do Damiana.
- Jakby co będę dzwonić! - zawołałam do odchodzącej pary. - Więc... Co chcesz robić?
- Chcę iść nad staw. -  po tych słowach wzięła mnie za rękę i pociągnęła wzdłuż drogi. Po paru minutach doszłam do wniosku, że się zgubiłyśmy. Wyjęłam telefon z kieszeni. Próbowałam dodzwonić się do przyjaciółki, niestety nie potrafiłam złapać zasiegu. Zegarek na moim lewym nadgarstku wskazywał trzynastą czterdzieści pięć. Czemu ten telefon nie potrafi złapać tego cholernego zasięgu?
- Jess, która jest godzina?
- Czternasta trzydzieści. Pewnie jesteś głodna?
- Mhm.
- Dobra nie będziemy stały w miejscu, chodź.
- Dokąd?
- Nie wiem. - wybrałam pierwszą lepszą ścieżkę. Szłyśmy tak przez jakiś czas, aż dotarłyśmy do stromej, średniej wielkości górki, z której gdzie nie gdzie wystawały korzenie i ostre kamienie. Zaczęłyśmy z niej schodzić. Kiedy byłyśmy w połowie drogi Natalia ujechała.
- Natalia! - zawołałam  z przerażeniem w głosie. Uklękłam obok niej. Na szczęście nic się jej poważnego nie stało, tylko kilka zadrapań. Pomogłam jej wstać. - Wszystko w porządku? Boli Cię coś?
- Nie ale się wystraszyłam.
- Chodź, przytul się do mnie. - i wtedy poczułam ten zapach. Wszystko widziałam za czerwoną mgłą. Wyraźniej i głośniej słyszałam odgłosy lasu. Zapach, który to spowodował był słodki i zdawałoby się, że mnie przyciągał do siebie. Kucałam tak nieruchomo tuląc do siebie Natalię, nie chcąc jej wypuścić z objęć.
- Damian! - zawołała dziewczynka.
- Tu jesteście. Szukaliśmy Was. Jess czemu nie odbierałaś telefonu? Jess! - nagle wszystkie te doznania znikły, znów widziałam normalnie i słyszałam, ale zapach który to wzbudził unosił się dalej tylko, że słabszy. Miałam mętlik w głowie, nie wiedziałam co przed chwilą się stało. Kiedy wstałam zauważyłam, że Damian intensywnie mi się przygląda.
- Co?
- Nic. - odpowiedział.
- Chodźmy już, jestem głodna. - powiedziała Kinga.
- A wie ktoś jak stąd wyjść? - spytała Natalia dziecinnym głosikiem.
- Tak. - powiedzieli chórkiem Kinga i Damian. Razem poszliśmy jedną ze ścieżek, co się okazało, że niedaleko było wyjście.
- To jak idziemy do jakiegoś baru coś zjeść ? - spytała moja przyjaciółka.
- Wy idźcie, ja jadę do domu. Do zobaczenia wieczorem.
- Pa. - wsiadłam na motor i pognałam w stronę domu. Uwielbiam szybką jazdę i to jak wiatr smaga moją twarz. Wsłuchałam się w warkot silnika, wyłączając się od innych dźwięków.
Stanęłam przed domem z żalem rozstając się z motorem. Z kaskiem na głowie weszłam do domu.
- Cześć mamo.
- Cześć, gdzie byłaś?
- W bibliotece. - stanęłam w drzwiach, przyglądając się jak mama kończy obiad.
- Tak długo?
- Korki były.
- Yhym. - spojrzała na mnie z lekkim niedowierzaniem a na jej ładnej twarzy o oliwkowej cerze, malutkim nosie oraz zielonych oczach ( które strasznie mi się podobają tak, że jestem zazdrosna, że nie odziedziczyłam ich po niej ), jej różowe pełne usta uniosły się leciutko w końcikach.
W pokoju ściągnęłam kask kładąc go na biurko. Wyciągnęłam książki, ustawiając je na półce.
- Obiad ! - usłyszałam stłumiony głos mamy. Szybko umyłam ręce i zeszłam do kuchni, sadowiąc się na krzesło naprzeciwko mamy. Dzisiaj zrobiła spaghetti. Kiedy zjadłam podziękowałam i poszłam do swojego pokoju przemyśleć parę spraw. Leżąc w łóżku myślałam o tym co się wydarzyło w parku. Żaden normalny człowiek nie potrafi wyczuć zapachu krwi i jeszcze tak na nią reagować. Coś ze mną jest nie tak. Zastanawiałam się tak intensywnie, że nie zauważyłam kiedy zasnęłam. Nawet sny miałam dziwne. Przedstawiały one różne sceny wojenne, w której młodzi ludzie razem z dzikimi zwierzętami walczyli przeciwko ludziom w różnym wieku. Na szczęście obudziłam się.  Nie chciałam dalej oglądać tego mordu.  Kiedy spojrzałam na zegarek dochodziła szesnasta trzydzieści. - Cholera. Jak mogłam zasnąć? Za chwilę przyjdzie Piotrek. Super... I jeszcze zaczynam sama do siebie mówić. - wyszłam z pokoju w tym samym momencie jak mama otwierała drzwi wejściowe.
- Dzień dobry.
- Dzień dobry Piotrze. Jessika jest u siebie. - mama wpuściła Piotrka do domu. Kiedy go zobaczyłam na schodach uśmiechnęłam się do niego. Piotrek to wysoki blondyn z niebieskimi oczami i dobrze zbudowanym ciałem. Każda laska na niego leciała w szkole, ale to mnie wybrał na swoją dziewczynę.
- Cześć kochanie. - pocałował mnie w usta. Jego pocałunki są słodkie i delikatne. Jedną ręką głaskał mnie po plecach a drugą wplótł we włosy, ja natomiast zarzuciłam mu ręce za szyję.
- Chodź do mojego pokoju bo jeszcze mama nas zauważy. Bez słowa poszedł za mną. Usiadł na łóżku przyglądając mi się, kiedy stałam na środku pokoju myśląc co włożyć.
- Tak zamierzasz iść na dyskotekę? - uśmiechnął się
- Nie. Właśnie zastanawiam się co ubrać.
- Daj ja wybiorę dla Ciebie strój.
- Dobrze. - usiadłam na łóżku natomiast Piotrek stanął przed szafą. Kilka minut później podał mi skórzaną mini, czarną bluzkę z Nirvany i skórzaną kurtkę.
- Buty to ja sama wybiorę. - wyciągnęłam z szafy czarne szpilki z ćwiekami. Przebrałam się i podeszłam do lustra, które wisi na drzwiach szafy. Mój chłopak zagwizdał na mój widok.
- To jak idziemy? - spytałam.
- Jasne.




No to mamy drugi rozdział :-D Jak Wam się podoba ? Bo mi tak średnio :/ Kolejny rozdział może pojawi się w przyszłym tygodniu.
Pozdrawiam, Cherry

2013/06/05

Rozdział Pierwszy.

" Są ludzie żyjący za dnia i stworzenia nocy. Ważne by pamiętać, że stworzenia nocy to nie zwykli ludzie dnia, którzy nie kładą się spać do późna, bo myślą, że dzięki temu są bardziej interesujący i wykreowani. By przekroczyć granicę, nie wystarczy ostry makijaż i blada cera - trzeba o wiele więcej..."  ~ Terry Pratchett.



   Jessika pośpiesz się! spóźnisz się do szkoły! - zawołał mój tata, który rzadko kiedy interesuje się moją szkołą.
- Tato od trzech dni są wakacje! Zapomniałeś?! Błagam nie budź mnie tak wcześnie! - po tych słowach naciągnęłam kołdrę na głowę i obróciłam się do ściany. Niestety nie potrafiłam zasnąć. Wstałam i podeszłam do szafy. Stałam naprzeciwko niej wpatrując się w jej wnętrze, po chwili wyciągnęłam krótkie spodenki oraz bokserkę z napisem Love Lust Faith Hope Dreams i miętowe Conversy. Poszłam do łazienki umyć zęby i rozczesać czarne, sięgające do połowy pleców wlosy, po czym zeszłam ndo kuchni zjeść śniadanie.
- Gdzie mama?
- Pojechała do sklepu. Z tego co słyszałem miałaś spać.
- Taa.. Ale nie potrafię zasnąć. Tato proszę nie zapomnij, że są wakacje i nie budź mnie tak wcześnie. Dobrze?
- Okej. Idę bo się spóźnię do pracy. Pa kochanie. - pocałował mnie w czoło , po czym poszedł do garażu a z niego wyjechał swoim nowym BMW. Ja natomiast usiadłam do stołu, gdzie miałam przyszykowane płatki z mlekiem a obok miski stała szklanka z sokiem pomarańczowym. Siedziałam tak myśląc co mam dzisiaj do zrobienia. Zrobić porządek w pokoju, oddać książki do biblioteki, pościągać nowe piosenki. To chyba tyle. Umyłam po sobie naczynia  a następnie udałam się do pokoju by posprzątać. Przejrzałam ubrania leżące na krześle stojącym koło biurka, większą część dałam do prania. Pościeliłam łóżko, odkurzyłam podłogę i pościerałam kurze z szafek. Rozejrzałam się po pokoju okiem krytyka, po czym stwierdziłam, że jest w porządku . Usiadłam do komputera i zaczęłam ściągać piosenki.  Potem przerzuciłam je na mp3. Wzięłam lektury i schowałam je do torby z nadrukiem myszki Miki. Wyszłam przed dom, gdzie stał mój motor. Harley Davidson z niebieskim lakierem, wsiadłam na niego odjeżdżając spod domu.

Po zaparkowaniu na podziemnym parkingu biblioteki miejskiej pojechałam windą na pierwsze piętro. Chodziłam między regałami czytając tytuły i opisy książek. Wzięłam kilka i ruszyłam w stronę biurka bibliotekarki. Oddałam lektury, a na ich miejsce trafiły inne książki. Jadąc windą na parking zadzwonił mi telefon.
- O cześć.
- Hej. Gdzie jesteś? - pyta moja przyjaciółka Kinga.
- W bibliotece. Czemu pytasz?
- Bo idziesz ze mną do parku. Mam się tam spotkać z nowym chłopakiem, a nie chcę iść sama.
- Spoko, możemy tam pojechać. Zaraz będę pod Twoim domem.
- Dzięki. - po tych słowach się rozłączyłam. Parę minut później stałam przed domem Kingi
- No nareszcie. Ileż można na Ciebie czekać ? - spytałam, a przyjaciółka tylko się do mnie uśmiechnęła wsiadając na motor.
Motor zostawiłam przed wejściem do parku.
- Więc... Gdzie macie się spotkać?
- Koło placu zabaw. Na mapie pewnie jest pokazane, w którą stronę mamy iść.
- O ile umieścili tam plac zabaw. - podeszłyśmy do mapy i ku naszemu szczęściu widniał znak placu zabaw  i to troszkę daleko.
- Cóż nie tak daleko.
- Nie wcale. - powiedziałam z lekkim sarkazmem. - Dobrze, że zjadłam śniadanie. - Szłyśmy w milczeniu obok siebie. Długo nie wytrzymałam i musiałam ją spytać.
- Gdzie Go poznałaś i ile ma lat?
- Yyy... Na czacie, pisaliśmy ze sobą przez dwa miesiące i w końcu doszliśmy do wniosku, że musimy się spotkać. A ma dwadzieścia lat.
- Ładny jest?
- Taak... Widziałam jego zdjęcia na facebooko.
- Czemu mi nie powiedziałaś, że poznałaś jakiegoś faceta? - powiedziałam z wyrzutem.
- Nie wiem, jakoś tak wyszło. Nie gniewaj się. Przepraszam.
- Nie gniewam się na Ciebie. - po tych słowach przytuliłyśmy się. Po chwili znalazłyśmy się na placu zabaw.






No to przebrnęłam przez pierwszy rozdział ;) Teraz muszę się wziąść za drugi. Życzcie mi powodzenia :)
Pozdrawiam, Cherry