2014/02/21

Rozdział Piętnasty

"Ty i my lub ja i oni
Nadszedł czas by zająć stanowisko, nie przestaje płonąć."



           Usiadłam na sofie wpatrując się w rozpalony kominek przede mną. Wcześniej nie zwracałam uwagi na wystrój pomieszczenia. Szare ściany na których wisiały półki ze starymi książkami oprawionymi w grubą skórę. Obrazy znanych malarzy wisiały w podobnych złotych ramach co w pokoju w którym się obudziłam tylko, że te miały rzeźbienia. Przeszklony stolik naprzeciwko białej sofy a po bokach stolika stały dwa fotele do kompletu z sofą. Okno za mną było zaciągnięte ciemno-fioletowa zasłoną o złotych nitkach. Kominek również jest popielaty z różnymi rzeźbieniami. Na kominku stał stary zegar, który wskazywał za piętnaście dwudziestą czwartą.
Wpatrywałam się w płomienie, które rosły pod naciskiem mojego wzroku. Zastanawiałam się co powiem pani Mayer. Doszłam do wniosku, że wymarzę jej pamięć. Byłam też ciekawa czy Kinga wie co mi się stało i czy nie stara się mnie znaleźć.
Moje kontemplacje przerwał Krystian podając mi kubek gorącej herbaty. Objęłam kubek dłońmi czując przyjemne ciepło. Spojrzałam na niego. Przystojna twarz, zmysłowe usta i oczy niczym srebro, które przyciągają uwagę. Spuściłam wzrok kiedy nasze spojrzenia się skrzyżowały i upiłam łyk napoju.
- To jest Twój dom? - spytałam bez zastanowienia.
- Tak. Dostałem go po rodzicach.
- Przykro mi. - zrobiło mi się głupio, że zadałam to pytanie. Wiem jak to jest stracić najbliższe osoby. Posmutniałam.
- Niby czemu? Skąd mogłaś wiedzieć, a poza tym umarli dawno temu. - Powiedział nie spuszczając ze mnie wzroku.
- Ile tak właściwie masz lat?
- Zgadnij.
- Osiemnaście?
- Blisko. Dziewiętnaście. - Uśmiechnął się ukazując białe równe zęby. Poczułam jak się rumienię, odwróciłam wzrok. Podciągnęłam nogi do klatki piersiowej a na kolanach oparłam kubek.
- Czemu mi pomogłeś? - Spytałam nieśmiało patrząc w zawartość naczynia. Przez chwilę milczał. Już myślałam, że  mi nie odpowie jednak do mych uszu doleciał jego głos.
- Kiedy zobaczyłem jak upadłaś a motor na Ciebie i jeszcze tamten kierowca, który uciekł... po prostu musiałem się zatrzymać. - Ucichł. Przez dłuższą chwilę żadne z nas się nie odezwało.  Kiedy wypiłam herbatę odstawiłam kubek i wstałam.
- Gdzie jest łazienka? Chciałabym wziąść prysznic.
- Na górze. Zaraz Ci dam ręcznik i ubranie.
Weszłam do łazienki, która była w błękitnych kafelkach. Duża kabina prysznicowa, osobno wanna, umywalka z szafką oraz duże lustro nad nią. Rozebrałam się i weszłam pod strumień gorącej wody. Od razu poczułam się lepiej. Wzięłam szampon do włosów Krystiana, który miał przyjemny zapach piżma i cynamonu. Żel pod prysznic pachniał tak samo bo był z kompletu. Po umyciu owinęłam się w miękki ręcznik i stanęłam przy umywalce. Zauważyłam na półce płyn do płukania zębów więc go wzięłam i przepłukałam nim zęby. Spojrzałam na swoje odbicie w lustrze. Nie miałam żadnego śladu po wypadku a moje oczy błyszczały. Uśmiechnęłam się.


~***~


         Jak tylko usłyszałem szum wody sięgnąłem po telefon. Wybrałem numer i odczekałem kilka sygnałów.
- Dobry wieczór... Tak to ja.  Chciałem tylko przekazać, ze pierwszy krok poszedł pomyślnie. Dziewczyna poznała mnie i polubiła... Dobrze... Tak wiem... Będę o wszystkim informował. Do widzenia. - Rozłączyłem się. Spojrzałem na schody. Woda ucichła. Zacząłem wchodzić po stopniach a kiedy wszedłem na szczyt drzwi się otworzyły a w nich stanęła dziewczyna w za dużym czarnym dresie i luźnej czarnej bluzce, która na niej wisiała. Włosy miała mokre i potargane. Uśmiechnąłem się na ten uroczy widok. Widząc mnie ja jej policzki wystąpił rumieniec ale nie spuściła wzroku.
- Pójdę się położyć. Jestem zmęczona i jeszcze wspomnienia z wypadku... - Uśmiechnęła się delikatnie. Kiedy przechodziła obok poczułem zapach swojego szamponu.
- Ładnie pachniesz. - Stanęła w drzwiach mojej sypialni, obróciła się i spojrzała na mnie.
- Wiem. - Zanim znikła w pokoju puściła do mnie oczko. Mimowolnie szeroko się uśmiechnąłem. Odwróciłem się i zszedłem do kuchni. Otwarłem zamrażalkę i wyciągnąłem woreczek z krwią. Płyn przelałem do szklanki i zacząłem, pić. Po chwili mrowienia w szczęce i gardle znikły a ja poczułem się o wiele lepiej.


~***~


          Kiedy tylko zamknęłam drzwi sama się zdziwiłam swoją reakcją. Pierwszy raz się zdarzyło, że chłopakowi puściłam oczko. Cała podekscytowana podeszłam do łóżka. Jezu co się ze mną dzieje? Nie mogę jak na razie myśleć o jakimś facecie. Przecież niedawno zginął mój cudowny chłopak, rodzice zostali zamordowani i jeszcze moje prawdziwe życie, które zostało zatajone przez tyle lat i ojciec którego nie znam chce mnie odnaleźć.
Moje myśli biegły swoim torem. Nawet nie próbowałam i zatrzymywać.  Na widok rodziców i Piotrka łzy popłynęły mi po policzkach. Nawet nie zauważyłam jak zasnęłam na mokrej poduszce od łez i włosów.




Oto jestem po tak długiej nieobecności :D Przepraszam Was za tą przerwę, ale ona nie była planowana. :( Postaram się w miarę często dodawać rozdziały w zależności od mojej weny. :)
Życzę miłego czytania.
Pozdrawiam Fallen :***


CZYTASZ = KOMENTUJESZ








2013/11/17

Rozdział Czternasty

  "Znam smak tych ust.
Jednak słowa które wypowiadają, 
Są dla mnie tajemnicą.



Znam wyraz tych oczu.
Jednak spojrzenie które z nich pada,
Jest dla mnie niezrozumiałe.



Znam ciepło tego serca.
Jednak gdy teraz mnie w nim nie ma,
Skute jest lodem obojętności."

~ Insane Breath




    Wracałam do sierocińca kiedy drogę zagrodził mi srebrny nissan, chciałam go ominąć niestety jego tył zahaczył o przednie koło motoru co skutkowało wywrotką. Leżałam na ulicy cała obolała, czułam jak po czole spływa strużka krwi, motor przygniatał mi nogę i to cholernie mnie boli. Sprawca wypadku gdzieś znikł zostawiając mnie na pustej drodze. Za chiny ludowe nie potrafiłam wyswobodzić nogi spod motoru. Nagle ktoś do mnie podbiegł, chwycił kierownicę motoru i odciągnął go ode mnie po czym pomógł mi wstać. Jęknęłam z bólu.
- Powinien obejrzeć Cię lekarz. - Powiedział chłopak z dwa trzy lata starszy ode mnie. Jest wysoki, szczupły a kiedy się o niego podparłam wyczułam jego mięśnie. Ma czarne włosy lekko opadające na oczy, mocno zarysowana szczęka, wystające kości policzkowe, pełne usta i oczy w odcieniu burzowych chmur, są piękne, stwierdzam.
- Jestem Jessika. - Wyszeptałam a ból głowy się nasilił. Przymknęłam oczy i wzięłam głęboki oddech. Nagle poczułam jak osuwam się na ziemię na szczęście silne ręce chłopaka zdążyły mnie złapać. Jedną ręką chwycił mnie za zgięcia w kolanach a drugą rękę wsadził pod głowę, byłam w jego ramionach. - Jak się nazywasz?
- Krystian. - Jego oczy skrzyżowały się z moimi, przeszył mnie przyjemy dreszcz. Nie umiałam oderwać oczu od jego spojrzenia, takie tajemnicze a w ich cieniu kryło się lekko zauważalne zaskoczenie.
Podeszliśmy do czarnego jeepa z jasną tapicerką. Posadził mnie delikatnie na miejscu pasażera zapinając pasy, kiedy to uczynił zajął miejsce kierowcy. Obróciłam twarz w jego stronę podziwiając piękny profil. Ruszyliśmy a ja poczułam, że odpływam.

~***~

   Kiedy widziałem jak jej motor się wywraca natychmiast zatrzymałem samochód i w wampirzym tempie znalazłem się przy dziewczynie. Motor przygniótł jej nogę, a z czoła spływała krew, która mnie rozpraszała ponieważ była to rzadka grupa krwi, resztę ciała miała poharataną. Odsunąłem pojazd na bok a jej pomogłem wstać, podtrzymywała się o mnie.
- Powinien obejrzeć Cię lekarz. -Nagle poczułem jak się osuwa, szybko ją złapałem i wziąłem na ręce. Spojrzałem na nią a nasze oczy się spotkały. Poczułem jakieś napięcie elektryczne, które mnie zaskoczyło.
- Jak się nazywasz? - Spytała cichutkim zmęczonym głosem, który był delikatny dla uszu.
- Krystian. - Jej usta lekko się uniosły w bladym uśmiechu. Podeszliśmy do mojego samochodu, delikatnie posadziłem ją na siedzeniu i zapiąłem pas następnie sam zająłem miejsce przy kierownicy. Ruszyłem. Droga była pusta i oświetlona, gdzieś na niebie przelatywały kruki. Spojrzałem na dziewczynę, blada a jej policzki straciły swój różowawy kolor, ciemne włosy zlepiła krew a jej ubrania są potargane i poplamione. Zasypiała.
- Hej, nie śpij. - Powiedziałem delikatnie, otworzyła oczy w cieniutkie szparki. Błękit oczu powoli tracił blask. Przyspieszyłem przekraczając dozwoloną prędkość. Nie chciałem aby umierała. - Opowiedz mi o sobie. Co lubisz robić w wolnym czasie?
- Czytać... - Wyszeptała tak cicho, że musiałem wyostrzyć słuch aby ją usłyszeć.
- A jakie książki lubisz czytać? - Jednak odpowiedzi na to pytanie nie uzyskałem. Jessika miała zamknięte oczy a jej głowa lekko opadła, klatka piersiowa z ledwością się poruszała. Źle musiałem ocenić jej stan zdrowia, mimo że płynie w jej żyłach wampirza krew to również jest zwykłym człowiekiem.
Zatrzymałem samochód po czym obróciłem się do dziewczyny, nadgryzłem swój nadgarstek i podsunąłem go pod blade usta Azary. Musiałem przycisnąć rękę tak aby jej usta objęły mój nadgarstek a płyn spływał po jej gardle nadając jej skórze zdrowego koloru. Odsunąłem rękę która szybko się zagoiła a dziewczynie wytarłem usta z krwi. Postanowiłem zabrać ją do swojego domu.
Po zaparkowaniu razem z Jessiką na rękach wszedłem do willi idąc do swojego pokoju. Delikatnie położyłem ciemnowłosą na łóżko przykrywając ją. Na jej twarzy malował się spokój i delikatność. Pogładziłem jej policzek, który był zarumieniony. Odwróciłem się idąc do salonu, wyciągnąłem z barku szklaną szklankę i nalałem sobie whisky. Płyn przepływał przez mój przełyk zostawiając po sobie przyjemne ciepło. Po wypiciu położyłem się na sofie zamykając oczy, w razie czego wyostrzyłem słuch aby wiedzieć kiedy dziewczyna się obudzi.

~***~

   Byłam w jakiejś wiosce, która płonęła. Ludzie wrzeszczeli i uciekali we wszystkie strony aby tylko uciec przed ogromnymi płomieniami. Z zaciekawieniem rozglądałam się idąc w głąb wsi. Omijałam nadpalone ciała kobiet i mężczyzn oraz dzieci w różnym wieku. Chciało mi się płakać lecz łzy uwięzły mi w oczach, widok był smutny i przygnębiający, wszyscy ci ludzie żyli spokojnie lecz coś ten spokój zakłóciło.
Moją uwagę przyciągnął chłopiec ciągnący ciało kobiety. Strasznie się męczył ale nie poddawał się i malutkimi kroczkami posuwał się naprzód. Chłopczyk uniósł głowę spoglądając w prawą stronę, również to zrobiłam a me oczy ujrzały miedziano brązowego konia na którym siedział mężczyzna w czarnej zbroi a w ręce trzymał lśniący miecz. Przebiegł przed chłopcem rozcinając ciało kobiety na pół. Dziecko patrzyło na przepołowione ciało mamy ze łzami w oczach. Zrobiło mi się przykro, chciałam do niego podejść lecz coś mnie trzymało w miejscu nie pozwalając mi się ruszyć.
Jeździec zawrócił a jego koń gnał wprost na chłopczyka ten natomiast powoli spojrzał na niego wstając, obrócił się i pobiegł w stronę lasu. Mężczyzna widząc to zaczął się głośno śmiać po czym zawrócił oddalając się od podpalonej wioski.

~***~
  
     Obudziłam się cała roztrzęsiona. Obrazy ze snu były przerażające i tak realistyczne, że przez chwilę myślałam, że naprawdę jestem w centrum płonącej wioski.
Rozejrzałam się po pomieszczeniu, w którym się znalazłam. Popielate ściany gdzie nie gdzie przyozdobione są czerwonymi, pięknymi, zawijanymi wzorkami, obrazy w złotych ramach przedstawiały czarno białe malowidła ze starych epok, bordowe meble ze złotymi uchwytami ustawione są pod ścianą z zasłoniętym oknem, szafka nocna z lampką z abażurem i łóżko z czterema rzeźbionymi kolumienkami.
Wstałam z łóżka po cichu idąc w stronę zamkniętych drzwi, uchyliłam je i wyjrzałam na korytarz spowity mrokiem. Wyszłam z pokoju idąc na palcach w stronę schodów. Wyostrzyłam zmysły nie wiedząc co  mnie może czekać. Trzymiąc się barierki schodów szłam na parter, do mych uszu nie docierał żaden dźwięk. Kiedy znalazłam się na dole zauważyłam palące się światło w salonie. Ostrożnie weszłam do pomieszczenia, w którym na czarnej sofie leżał chłopak z zamkniętymi oczami. Wydawał mi się znajomy ale nie umiałam go nigdzie wcisnąć. Podeszłam do niego, jego klatka piersiowa spokojnie unosiła się i opadała, ciemne włosy przysłaniały czoło a rzęsy rysowały długie cienie na jego policzkach. Wyciągnęłam rękę aby pogładzić jego policzek w tedy chłopak chwycił mnie za nadgarstek i otworzył oczy ukazując piękne srebrno szare tęczówki. Na ich widok dech zaparł mi w płucach. Nie mogłam nic zrobić poza wpatrywaniem się w te cudowne oczy. Nie puścił mojej ręki a od nadgarstka w górę przeszywały mnie przyjemne dreszcze. Chłopak usiadł nie przerywając kontaktu wzrokowego.
- Kim jesteś? - Wyszeptałam chyba najciszej jak mogłam.
- Krystian. - Powiedział z zachrypniętym głosem.
- Gdzie ja jestem i co ja tu w ogóle robię?
- Jesteś w moim domu a przywiozłem Cię tu ponieważ widziałem Twój wypadek i Ci pomogłem. Na szczęście nic poważnego Ci się nie stało. - Uśmiechnął się a mi serce na ten widok stanęło po czym zaczęło bić z prędkością światła.
- Dziękuję. - Po chwili zastanowienia spytałam. - Tak w ogóle, to która jest godzina?
- Dochodzi dwudziesta druga. Pewnie jesteś głodna. - I jak na wezwanie zaburczało mi w brzuchu doprowadzając mnie do zakłopotania. Kiwnęłam głową z nieśmiałym uśmiechem. Krystian wstał ciągnąc mnie za sobą w stronę kuchni, beżowo - białe ściany i czarne szafki dawały temu pomieszczeniu klasę. Usiadłam przy stole a chłopak otworzył lodówkę wyciągając jajka i mleko natomiast z szafki wyciągnął mąkę, wszystkie składniki wymieszał mikserem po czym na rozgrzanej patelni zaczął formować naleśniki. Chwilę później przede mną znajdował się talerz z naleśnikami z owocami i cukrem pudrem.
- Smacznego. - Powiedział siadając naprzeciwko mnie. Wzruszyłam ramionami biorąc się za jedzenie. Ku mojemu zdziwieniu naleśniki były pyszne. Po zjedzeniu chciałam umyć talerz ale Krystian zwinął mi go i wsadził do zmywarki.
- Dziękuję za jedzenie ale muszę się już zbierać. - Zaczęłam iść w stronę drzwi jednak po chwili coś mi przeszkodziło, nieznajomy złapał mnie za ramiona powoli odwracając w swoją stronę. Przeszły mnie przyjemne dreszcze.
- Nigdzie teraz nie pójdziesz, jest już dwudziesta trzecia trzydzieści. Jeszcze coś Ci się stanie. - Patrzyłam na niego podejrzliwie ale miał rację, na dworze jest ciemno, autobusy już nie jeżdżą i na dodatek nie wiem gdzie dokładnie jestem. Postanowiłam, że zostanę na noc a rano wrócę do sierocińca.




Nareszcie skończyłam  pisać ten rozdział :) Miałam z nim małe problemy ponieważ zaczęłam pisać, potem nie wiedziałam co mam wkleić w ten rozdział, no i na koniec przywitała mnie wena i jest to co jest - mam nadzieję, że coś fajnego. ;)
Okej teraz muszę się wziąść za drugiego bloga bo troszkę się opuściłam, przepraszam. ^,^
Czekam na Waszą opinię kochani.
Pozdrawiam, Fallen bez weny. :***

Czytasz = Komentujesz


2013/10/09

Rozdział Trzynasty

   "Zrozumieli, że idealny świat jest podróżą, nie miejscem."
~ Terry Pratchett


    Następnego ranka obudziłam się po siódmej. Ubrałam krótkie spodenki oraz kremową bluzkę z koronką na plecach. Idąc do łazienki w ręce trzymałam szczoteczkę do zębów oraz pastę, ręcznik i kosmetyczkę. Umyłam się a po tej czynności zrobiłam makijaż, nałożyłam puder, róż oraz zrobiłam sobie kreski elinerem i wytuszowałam rzęsy. Wracając do pokoju spotkałam Adama. Chłopak był oparty o ścianę i wyglądał tak jakby na kogoś czekał. Uśmiechnęłam się do niego.
- Cześć.
- Hej. Na kogo czekasz? - Ubrany był w jeansowe spodnie oraz szary t-shirt, jego włosy były ułożone w twórczy nieład.
- Na Ciebie. - Zrobiłam zdziwioną minę.
- Na mnie?
- Tak, na Ciebie. - Uśmiechnął się idąc za mną. - Pomyślałem, że nie będziesz chciała jeść sama śniadania.
- To miłe z Twojej strony. - Weszłam do pokoju a szatyn razem ze mną. Nicoli już nie było. Pewnie szwęda się gdzieś po budynku. Odłożyłam rzeczy na miejsce a w zamian wzięłam mp3, w tym czasie Adam przypatrywał się moim poczynaniom z nieodgadnioną miną.
- Jesteś inna od wszystkich ludzi. - Powiedział nagle. Odwróciłam się do niego przodem patrząc mu w oczy.
- Tak, ponieważ ja jestem jedyna w swym rodzaju. I to nie wiesz jak bardzo. - Ominęłam go wychodząc z pokoju. Jak najmocniej starałam się trzymać myśli za grubym, ceglanym murem aby chłopak znowu czegoś nie wyczuł.
W jadalni natknęłam się na tego idiotę Rafała. Od razu mnie nie zauważył ponieważ był zajęty gnębieniem jakiegoś dzieciaka, niestety jego kumpel był bardziej spostrzegawczy i wskazał mnie, ten zaś zostawił w spokoju chłopaka idąc w moją stronę. Na mej twarzy zawitał grymas. Naprawdę nie miałam ochoty się z nim użerać.
- Cześć kwiatuszku. - Jego wzrok prześlizgnął się po moim ciele. Przeszły mnie nieprzyjemne ciarki.
- Nie jestem kwiatuszkiem. - Powiedziałam sucho odchodząc od niego. On jednak kontynuował idąc za mną.
- Oj przestań malutka, nie drocz się ze mną bo nikomu to na dobre nie wyszło.
- Najwidoczniej nikt nie miał takiego charakterku jak ja. - Rzuciłam mu ostrzegawcze spojrzenie. Rafał wybuchnął głośnym śmiechem.
- Serio? Myślisz, że się Ciebie wystraszę? Błagam Cię kwiatuszku, taka drobna osóbka jak Ty nic mi nie może zrobić.
- Nie oceniaj jeśli kogoś dobrze nie znasz, bo mogą cię jeszcze zaskoczyć. - Wyszłam z jadalni a idiota stał otępiały nie wiedząc co powiedzieć. Uśmiechnęłam się pod nosem.
Po drodze do pokoju natknęłam się na panią Mayer. Kiedy mnie ujrzała jej twarz lekko się zaczerwieniła. Ubrana była w popielatą sukienkę do kolan a na to miała zarzucony szary żakiecik. Wzniosłam oczy ku niebu. Teraz zacznie się trajkotanie. Pomyślałam.
- Jessika! Gdzieś Ty była przez cały dzień!?
- A co pani do tego. To moja sprawa gdzie jestem, nie pani. - Odpowiedziałam a jej twarz zrobiła się czerwona jak pomidor.
- Jak śmiesz się do mnie tak odzywać!?
- Cóż, jaka pani dla mnie taka ja dla pani. - Ominęłam ja idąc do pokoju. Kobieta stała jak słup ze zdziwioną miną, która ani na chwilę nie złagodniała.
Weszłam do pokoju, który nadal był pusty. Spakowałam potrzebne rzeczy do podręcznej torebeczki po czym wyszłam na zewnątrz sierocińca. Tak jak wczoraj wspięłam się na drzewo przechodząc na drugą stronę. Podbiegłam do motoru siadając na nim, a po chwili jechałam w kierunku domu czarownicy.

~***~

   W posesji pani Helii zastałam Damiana czekającego na mnie. Przywitałam się, a chłopak poczęstował mnie herbatą. Usiedliśmy na karmelowej sofie odwróceni przodem do siebie.
- Co dziś będziemy robić?
- Będę tłumaczył Ci o rozwoju wampirów.
- Okej. Zamieniam się w słuch. - Chłopak zaczął mówić, a jego słowa docierały do mych uszu.
- Nie wiem jak jest u Ciebie, ale my przemienieni posiadamy kły i żywimy się krwią. Wiem, że poczułaś chęć jej skosztowania. Przypomnij sobie czy poczułaś w tedy wydłużone i lekko zaostrzone trójki? Skup się. - Pomyślałam przez chwilę zastanawiając się czy w tedy w parku coś takiego odczułam, lecz w głowie miałam kompletną pustkę. Pokręciłam przecząco głową.
- Nie przypominam sobie. - Chłopak wpatrywał się we mnie z zastanawiającą się miną.
- Hmm.. Może kły dopiero wyrosną Ci później albo kiedy skosztujesz krwi lub w ogóle Ci nie wyrosną. - Uśmiechnęłam się. Cieszyłam się, że nie mam tej zabójczej broni ale jednak gdzieś głęboko w duchu, czułam że bardzo bym chciała je mieć. Nie wiem czemu tak pomyślałam, może spowodowała to moja dwoista natura?
Damian machnął mi dłonią przed twarzą. Spojrzałam na niego mrużąc oczy i wydymając usta.
- Mówiłem, że szybkość, siła, wyostrzenie zmysłów oraz hipnoza musiały pojawić się w czasie dojrzewania, wcześniej po prostu były uśpione. Podobnie jest z magią. Chcę Cię jeszcze poinformować, że jako wampir musisz uważać na emocje, bo jeśli zgromadzisz ich zbyt wiele na raz możesz nie wytrzymać i nie wiadomo do czego mogłabyś w tedy doprowadzić.
- Okej, teraz troszkę mnie przeraziłeś. - Wpatrywałam się w niego z szeroko otwartymi oczyma. Boję się, tego co mogłabym spowodować. Mimo tego, że zazwyczaj staram się trzymać emocje na wodzy, to mimo wszystko czasami wybucham i w tedy trudno jest mnie doprowadzić do normalnego stanu.
Damian widząc moją reakcję uśmiechnął się łagodnie.
- Nie martw się, wiem że jesteś w stanie opanować swoje emocje.
- Dziękuję.

~***~

    Byłem w jednej z zamkowych komnat, ta akurat przeznaczona została na zbiór ksiąg. Pod ścianami stały duże, ciemne regały ozdobione w księgi o skórzanej oprawce ze złotymi napisami tytułów, na środku komnaty stał wielki dębowy stół oraz kilka krzeseł wokół niego.
Właśnie czekałem na gościa, który miał przyjechać z Włoch. Chodziłem po pomieszczeniu oglądając złote napisy.
Stalowe drzwi otworzyły się, a przez nie przeszedł wysoki wampir ubrany w czerń. Podszedłem do niego, przybysz delikatnie się pochylił.
- Witam Cię Krystianie w moim zamku. Jak minęła podróż?
- Dobrze Królu, choć była strasznie nudna a jedzenie było takie sobie. - Uśmiecham się. Bez ogródek przechodzę do konkretów.
- Mam do Ciebie propozycję. Chcę abyś zaprzyjaźnił się z pewną dziewczyną, a kiedy zdobędziesz jej zaufanie przyprowadzisz ją do mnie. Tylko uważaj bo dziewczyna jest hybrydą wampira i czarownicy, również jej przyjaciel jest taki jak my a przyjaciółka to wiedźma. - Spoglądam na wampira, który na ludzkie lata jest niewiele starszy od mojej córki. Jego oblicze jest spokojne i opanowane, patrzę mu prosto w oczy, które zmieniły kolor z szarego na czarne. Zadziwiające, myślę. - Więc jak, przyjmujesz zadanie? - Chłopak się przez chwilę zastanawia.
- Przyjmę je, tylko muszę wiedzieć jak ta dziewczyna wygląda. - Podaję mu zdjęcie nastolatki, przygląda się jej a jego oczy stały się czerwone. Oddaje mi zdjęcie.
- Możesz już wyjść, rozmowa się skończyła. - Skinął głową po czym wyszedł z komnaty. Wampir jest bardzo intrygujący, czuję od niego coś innego tylko nie wiem co, jeszcze jego oczy pierwszy raz coś takiego widzę.
Idę do swojej komnaty sprawdzić pocztę mejlową. Podchodzę do komputera i otwieram wiadomości. Will wysłał mi 
dane przyjaciół Azary. Po przestudjowaniu ich wyłączam urządzenie.

~***~

     Razem z Damianem siedzę u siebie w pokoju, Jessika już dawno pojechała do domu dziecka. Zastanawiam się nad jedną sprawą.
- Coś mi nie pasuje w policjancie Fireduct. - Myślę na głos.
- Muszę przyznać, że mi on również nie pasuje. Coś jest z nim nie tak.
- To może sprawdzimy to? J Pytam z entuzjazmem.
- Spoko. - Razem idziemy na strych. Tam szykuję potrzebne rzeczy do zaklęcia, szklaną misę z wodą oraz białe świece. Kucam przy misce zapalając świece, mruczę zaklęcie poznania prawdziwego oblicza. Na tafli wody ukazuje się twarz mężczyzny, po chwili obraz się zmienia jednak twarz faceta jest ta sama tylko z malutkimi detalami, jego zęby były dłuższe i zaoszczone, na twarzy wystąpiły malutkie cienkie żyłki. Zgasiłam świece używając swojego żywiołu. Spojrzałam na Damiana, który był lekko zdziwiony. - Teraz już wiem co mi w nim nie pasowało. - Mówię. Chłopak tuli mnie mocno a ja w jego ramionach czuję się bezpieczna i na swoim miejscu. Całuję go delikatnie i przeciągle, czuję motylki w brzuchu. Jestem szczęśliwa.




Witam Was moi kochani:) Dawno mnie tu nie było ale już jestem i mam dla Was ten rozdział. :D
Co o nim myślicie? Mi osobiście się podoba (ah ta moja skromność :P).
Niestety ten miesiąc mam zawalony nauką bo jeżdżę do Gliwic na kursy i muszę wcześnie wstawać a w domu jestem późnym popołudniem. :/ No nic bywa.
Pozdrawiam moich czytelników :***

2013/09/25

Rozdział Dwunasty

"Dlatego, że nie znajdujemy, czego szukamy, nie powinniśmy rezygnować z szukania tego, co znaleźć możemy."
~ Gottfried Wilhelm Leibniz

  


  Od razu po wyjściu z zamku udałem się w dwudniową podróż powrotną. Miałem na chwilę obecną jeden priorytet, dowiedzieć się jak najwięcej o dwójce dzieciaków. Z młodą czarownicą mogą być problemy ponieważ wielu czarodziei zmieniło nazwiska, natomiast wampir to będzie pestka. Wyszukam go w "archiwach wampirów", gdzie znajdują się dwie godziny konną od zamku.
Kiedy dojechałem na miejsce mym oczom ukazał się ogromny budynek z czerwonej cegły. Otwarłem metalowe drzwi, na których widniał złoty napis "Muzeum starych rzeczy". W pierwszym pomieszczeniu do jakiego wszedłem znajdowały się stare samochody, którymi kiedyś jeździłem. Na mych ustach zawitał uśmiech na dawne wspomnienia. Niestety strasznie się spieszyłem i nie było mi dane wspominać dawne czasy.
Zanim doszedłem do windy musiałem minąć kilka pomieszczeń. Zjechałem do podziemi. Wysiadając z windy zatrzymał mnie strażnik.
- Dokumenty proszę. - Powiedział bez emocji wysoki i szczupły wampir z brązowymi włosami postawionymi na żelu. Wyciągnąłem potrzebny dokument od Króla z uprawnieniem do tego miejsca. - Możesz wejść. - Schowałem dokument idąc wzdłuż ciemnego korytarza. Otworzyłem wielkie drzwi wchodząc do ogromnego pomieszczenia z tysiącami regałów na których poukładane było milion ksiąg. Każda księga była przypisana jednemu wampirowi.  Chodziłem między regałami w poszukiwaniu litery "D". Długo nie wytrzymałem ludzkiego chodu to też postanowiłem użyć szybkości, która zmniejszyła mój czas. Po chwili stałem przed regałem w poszukiwaniu Damiana Raivicka. Kiedy już znalazłem księgę poświęconą jego osobie, przysiadłem w kącie, gdzie stało pojedyncze krzesło. Przejrzałem jego historię, został przemieniony w 1507 roku przez niejaką Margaret Sparks. Po przemianie porzuciła go nie tłumacząc nic o życiu wampira. Przez kilkanaście wieków żył narcystycznie, nie wychylając głowy poza własny czubek nosa. W 1517 roku jego czyny zmieniły się o 180 stopni, pomagał innym, zmienił środowisko szlacheckie na środowisko niższego pokroju. Wszystko przez jedną dziewczynę, którą w tym roku poznał. Po jej śmierci strasznie się załamał i był bliski wygłodzeniu, z niewiadomych przyczyn jego stan strasznie się poprawił. W 1996 roku zaszył się gdzieś przed rządami Króla, nikt nie potrafił określić jego miejsca przebywania.
Na tym skończyło się moje przeszukiwanie na jego temat. Odłożyłem zakurzoną księgę i wyszedłem.
Przed budynkiem wsiadłem na konia jadąc w stronę wschodu.
   Wszedłem do komisariatu i udałem się do swojego gabinetu. Usiadłem przed komputerem wchodząc do kartotek. Wpisałem dane czarownicy, na ekranie wyświetliło się zdjęcie nastolatki. Myszką zjechałem niżej na informacje.
Urodzona 16 maja 1996 roku w Katowicach. Ojciec nieznany, matka zmarła przy porodzie, prawowity opiekun Helia Centric.... - Hm. To nazwisko, chyba kiedyś już słyszałem.
Wpisałem imię tej kobiety w prywatnym oprogramowaniu. Wyskoczyły mi jej dane, czarownica z Plemienia Szeptu. Nauczycielka magii, najlepsza w dziedzinie zielarstwa. Brała udział w bitwie o wolność buntowników z powodzeniem...
Nareszcie mam to czego szukałem. Wyłączyłem komputer i wyszedłem z gabinetu.

~***~
  
  - Wiem, że tu jesteś Isztar, czuję Twoją energię. - Przechadzałem się po swojej sypialni. Ogromne łoże z rubinową pościelą, ciemne meble w gotyckim stylu, paryski dywan, kamienne ściany, na których wisiały obrazy znanych malarzy i portret samego Władcy siedzącego na czarnym koniu.
Stanąłem i przyjrzałem się srebrzystej poświacie unoszącej się metr nad ziemią. Biła od niej delikatność, dobroć oraz bezradność. Uśmiechnąłem się.
- Witaj moja droga.
Od dawna nią już nie jestem. Usłyszałem w głowie dobrze mi znany głos.
- Masz rację. Teraz nią jest ktoś inny.
Nie waż się jej tknąć! Usłyszałem groźbę w jej głosie.
- Powiedz, co Ty mi możesz zrobić? Nic, absolutnie nic. Jesteś duchem, zjawą która nic nie potrafi. Jedyne co umiesz to to, że pojawiasz się w moim zamku. Mogłabyś sobie tego darować. Po co Ty w ogóle tutaj przychodzisz?
Chcę wiedzieć do czego zmierzasz. - Zastanowiłem się przez chwilę nie spuszczając wzroku z ducha.
- A może Ty przychodzisz tu z innych względów? Przyznaj się, mój widok cieszy Twe oko i dlatego nie chcesz mnie zostawić w spokoju. Stęskniłaś się za mną.
Bzdura! Jestem tu tylko i wyłącznie dla Azary. Nie chcę byś zrobił jej krzywdę. - Srebrzysta postać znikła zostawiając mnie samego. Położyłem się i zasnąłem.

~***~

  Usiadłam w salonie mojej przyjaciółki przyglądając się pani Helii. Stała z zapalniczką przede mną.
- Spróbuj przejąć płomień zapalniczki tak aby palił się na Twojej dłoni. Odczujesz tylko przyjemne ciepło, które nie sparzy Twojej skóry. Skup się na płomieniu i siłą woli umieść go na wewnętrznej stronie dłoni. Musisz tylko wyciągnąć rękę i chwycić płomień resztą zajmie się Twoja magia. - Zrobiłam tak jak mi kobieta powiedziała. Skupiłam całą uwagę i magię na płomieniu, wyciągnęłam rękę i powoli zbliżyłam ją do zapalonej zapalniczki. Poczułam bijące od niej ciepło, lecz kiedy zamknęłam dłoń chowając w niej płomień nie czułam żadnego bólu. Odczułam przepływ magii idący od serca w stronę wyciągniętej dłoni. Odsunęłam ją powoli otwierając dłoń, mym oczom ukazał się tańczący na mej dłoni płomyk, był malutki i bardzo jasny. Po chwili zgasł. Zrobiłam zawiedzioną minę.
- Nie martw się, to i tak wiele dziś zrobiłaś. Wielu innych czarodziei wychodzi to dopiero po kilku próbach, a Tobie się udało za pierwszym razem dojść do pierwszego stopnia. - Uśmiechnęła się. Podała mi zapalniczkę, którą schowałam do torby. - Ćwicz a zajdziesz daleko. Zapamiętaj to. - Do pokoju weszli Kinga i Damian z herbatą. Usiedli obok mnie a babcia Kyli natomiast na fotelu. Upiłam łyk gorącej herbaty owocowej tak aby nie sparzyć sobie języka. Siedziałam w tym rodzinnym gronie przez godzinę niestety musiałam wracać do domu dziecka.
Wzięłam kluczyki i kask, pożegnałam się z bliskimi i odjechałam.
W placówce starałam się iść jak najciszej (na szczęście miałam to w naturze). Niepostrzeżenie weszłam do swojego pokoju kładąc się do łóżka.




Wreszcie napisałam ten rozdział. :) Długo nie potrafiłam wymyślić scenografii, aż w końcu postanowiłam wcielić w życie te wątki. :>
Mam nadzieję, że rozdział przypadł Wam do gustu. Liczę na Wasze szczere opinie. 
Pozdrawiam i życzę miłego czytania. :**

Czytasz = Komentujesz


2013/09/11

Rozdział Jedenasty

"Nigdzie człowiek nie znajdzie przyjemnego, spokojnego miejsca, bo nie ma takiego miejsca na świecie. Możesz się łudzić, że gdzieś taki kąt jest, ale jeżeli tam wreszcie dotrzesz, ktoś wśliźnie się korzystając z chwili twojej nieuwagi i wypisze ci na ścianie tuż pod nosem jakieś plugastwo."
~ Jerome David Salinger




       Wysiadając z auta ujrzałam ponury budynek. Zewnętrzny wygląd podniszczyła pogoda. Widok był przygnębiający. Ogromny ogród na którym był niewielki zniszczony plac zabaw (o ile można to było nazwać placem zabaw). Dwie huśtawki, które nie były w dobrym stanie, mała zjeżdżalnia z brakującymi szczeblami oraz niewielka piaskownica, gdzie prawie nie było piasku.
Z ponurą miną szłam za babą bez serca, jak to ją nazwała pani Helia. Otworzyła podwójne drzwi wchodząc pierwsza. W milczeniu szła wzdłuż ciemnego korytarza, który przypomniał mi o zdarzeniu w klubie Delia.
Nagle kobieta się zatrzymała. Zauważyłam  siedzącego pod ścianą chłopaka czytającego książkę.
- Co Ty tu robisz o tej porze?! Dawno powinieneś być w swoim pokoju! - Powiedziała władczym głosem. Ta jędza zaczyna mnie denerwować. O tak wczesnej porze każe nam być już w pokojach. Niedoczekanie.
Chłopak uniósł twarz patrząc na mnie. Jego usta wygięły się w łuk. Wstał i bez słowa wszedł do jednego z wielu pokoi. Nie zdążyłam się mu nawet przyjrzeć.
- To jest Twój pokój. - Powiedziała beznamiętnym głosem.
Weszłam do środka zamykając drzwi. Pokój był niewielki o brudnych żółtych ścianach. Na przeciwko drzwi były okna, natomiast po lewej stronie stały dwa łóżka przy których były szafki nocne. Po prawej zaś stronie stały meble na ubrania i rzeczy. Żadnego telewizora czy radia. Masakra.
Do pokoju weszła dziewczyna z różowymi kręconymi włosami z kolczykiem w wardze i w nosie. Średniego wzrostu, chuda, ubrana była w czarne rurki, glany i ciemną bluzę z czaszkami. Na mój widok.stanęła jak słup.
- Cześć. - powiedziałam od niechcenia przerywając ciszę. Dziewczyna dopiero teraz się otrząsnęła przybliżając się do mnie.
- Hej. Jestem Nicol a Ty? - Powiedziała z entuzjazmem o jaki bym jej nie podejrzewała. Ale jak to mówią, nie oceniaj książki po okładce.
- Jessika. Które łóżko jest wolne?
- Te pod oknem. Mi za bardzo przeszkadzało światło księżyca więc wybrałam te. - Skoczyła na łóżko, które było bliżej drzwi. Wzruszyłam ramionami kładąc torbę na łóżko. Podeszłam do okna przyglądając się księżycowi w pełni. Od dziecka przyglądałam się niebu pod osłoną nocy. Lubiłam oglądać migające gwiazdy w świetle księżyca, ich konstrukcję i spadające gwiazdy. Odwróciłam się do Nicol.
- Pokazałabyś mi drogę do łazienki?
- Jasne. - Wyszła na korytarz. - Na końcu korytarza są łazienki. - uśmiechnęła się wchodząc do pokoju. Podeszła do półki biorąc mp3, po czym położyła się na łóżku. Wzięłam szczoteczkę, ręcznik oraz piżamę. Tak jak mówiła Nicol łazienki znajdowały się na samym końcu korytarza. Weszłam do damskiej rozglądając się. Cztery kabiny prysznicowe, cztery umywalki nad którymi wisiały lustra oraz cztery kabiny do załatwiania się. Cała łazienka była w niebieskich kafelkach, które miały już po kilka lat. Wzięłam prysznic, umyłam zęby i ubrałam krótkie spodenki od piżamy oraz zwykłą luźną koszulkę. Wyszłam z łazienki z ręcznikiem na głowie. Idąc w stronę pokoju potknęłam się o coś.
- Przepraszam. - Powiedział chłopak, którego już widziałam. Był o głowę wyższy ode mnie, miał piwne oczy, nie wyglądał na silnego ale również nie przypominał chucherka. - Jestem Adam. - powiedział szatyn.
- Jessika. - usłyszałam czyjeś kroki zbliżające się do nas. O nie to ta zołza się zbliża. Pomyślałam. Adam się uśmiechnął patrząc na mnie.
- Chyba musimy wracać do pokoi, bo jak "zołza" nas zobaczy to od razu mamy karę. - uśmiechnął się idąc do swojego pokoju, który był niedaleko mojego. Dziwnie się poczułam kiedy wypowiedział słowo "zołza" i to chwilę po tym jak ją tak nazwałam w myślach. Długo nie myślałam ponieważ kroki były coraz bliżej. Z prędkością wampira podbiegłam do drzwi swojego pokoju. Kiedy je zamknęłam usłyszałam panią Mayer jak przechodziła obok pokoju. Westchnęłam z ulgą. Nie miałam ochoty na konfrontację tego wieczoru. Położyłam się na łóżku osłaniając całe ciało kołdrą. Spojrzałam na łóżko Nicol skąd dochodziło cichutkie chrapanie. Odwróciłam się w stronę okna, gdzie światło księżyca padało na moją twarz. Zamknęłam oczy a po chwili odpłynęłam do krainy snów.
   Następnego dnia obudziłam się o wschodzie słońca. Ubrałam legginsy o motywie galaxy, czarną bokserkę oraz czarne conversy. Po porannej toalecie poszłam do jadalni. Duże pomieszczenie z rozstawionymi stołami i krzesłami było prawie puste. Po prawej stronie można było podejść do okienka i zabrać stamtąd jedzenie. Na talerzyk nałożyłam sobie dwie kanapki z serem oraz szklankę herbaty. Usiadłam do jednego z pustych stolików. Zajadając kanapkę przysiadł się do mnie szatyn.
- Cześć.
- Hej. - odpowiedziałam obojętnie. Adam patrzył prosto w moje oczy. Troszkę dziwnie się poczułam, kiedy jego piękne piwne oczy wpatrywały się we mnie i jeszcze ten jego uśmieszek który mnie irytuje, taki pewny siebie i wszystko wiedzący. - Coś nie tak? Może mam coś na twarzy?
- Nie, nie masz. Po prostu nie wiedziałem, że podobają Ci się moje oczy.
- Ale skąd Ty...
- Patrzcie jaki śliczny nowy okaz się trafił. Cześć maleńka, mam nadzieję, że ten dziwak Cię nie wystraszył. - przysiadł się do mnie wysoki brunet, lekko przypakowany w dresie, obejmując mnie ramieniem. Przewróciłam oczami odwracając się do niego. - Rafał jestem a Ty kwiatuszku?
- Jessika, bałwanie. - strzepnęłam jego rękę wstając, rzuciłam porozumiewawcze spojrzenie Adamowi, który również stanął podchodząc do mnie. - A i nie mów do mnie kwiatuszku. - powiedziałam odchodząc. Nie lubię takich chłopaków, którzy u dziewczyn widzą tylko powierzchowność. Bo przecież wygląd to nie wszystko, ważne jest to co jest ukryte w nas i tylko nieliczni to odkrywają.
- On Ci nie da spokoju.
- Nie będzie miał okazji by mnie znowu zobaczyć.
- Co planujesz?
- Nie wiesz? Zdawało mi się, że Ty wszystko wiesz.
- Wszystkiego nie wiem. - spojrzał na mnie wyczekująco.
- Dobra powiem Ci. Po prostu nie będzie mnie tutaj w czasie dnia, mam plany z przyjaciółmi.
- Wiesz, że i tak nie wyjdziesz poza granice tej placówki? Ona na to nie pozwala.
- Ale mi się uda ponieważ jestem inna. - weszłam do swojego pokoju zostawiając Adama. Wzięłam kluczyki od motoru i wyskoczyłam przez okno. Z prędkością wampira przemierzyłam odległość do bramy. Rozejrzałam się aby znaleźć coś co by mi pomogło w przedostaniu się na drugą stronę. Zauważyłam ogromne drzewo, w którym gałęzie zwisały na drugą stronę muru. Wspięłam się na nie i przeskoczyłam na drugą stronę. Zaczęłam biec w kierunku z którego wczoraj przyjechałam.

~***~

      Stałam w ogrodzie pani Heli czekając na Damiana. Babcia mojej przyjaciółki powiedziała mi, że pozwoliła mu na to aby to on zaczął dzisiejsze lekcje, niestety troszkę się spóźnia a to tylko dlatego, że musi "naładować akumulator". Byłam sama na posesji ponieważ Kinga i pani Helia poszły do sklepu. Postanowiłam usiąść pod jabłonią. Chwilę później przez furtkę wszedł wampir.
- Cześć. Gotowy do nauczania mój nauczycielu? - powiedziałam z uśmiechem na twarzy.
- Oczywiście, ale najpierw chciałbym Cię przeprosić za wczoraj. Nie powinienem tak Cię wyrzucać. No bo niby któż inny mógłby mnie lepiej zrozumieć niż Ty?
- Nie przejmuj się. Ja pewnie też bym tak zrobiła. Możemy już zacząć?
- Widzę, że ktoś nie umie się doczekać. - uśmiechnął się. - Dzisiaj poćwiczymy samoobronę. - no i doczekałam się okropnej lekcji. Liczyłam na to, że samoobronę zaczniemy duuużo później.
- W samoobronie jak i w atakowaniu najważniejszym elementem jest szybkość i spryt. Trzeba przewidzieć każdy krok przeciwnika. Pomocne są przy tym wyostrzone zmysły. Spróbuj przewidzieć mój ruch. - kiwnęłam głową. Uważnie przyglądałam się Damianowi, przy okazji wyostrzając wszystkie zmysły. Stał spokojnie dopóki nie zauważyłam małego ruchu jego mięśni świadczące o tym, że zamierza mnie zaatakować. Chłopak Kyli rzucił się na mnie, w ostatniej chwili odskoczyłam a chłopak wylądował na pniu jabłoni. Otrząsnął się i obrócił w moją stronę. - Dobrze. Masz świetną szybkość. Teraz mi pokaż co byś zrobiła gdyby doszło do rękoczynu, nie martw się mnie zranić, nic mi nie będzie. A i nie używaj magii, tylko siły. - Wampir złapał mnie za ręce. Jego chwyt był mocny. Szarpałam się ale na próżno, w końcu postanowiłam, że prześlizgnę się pod jego nogami ciągnąc go za sobą. Musiałam włożyć w to dużo siły, ale efekt mi się udał. Damian nie przechytrzył siły grawitacji i upadł twarzą do ziemi. Wygięłam jego ręce siadając na nim okrakiem, próbował się uwolnić co skutkowało zwiększeniem mojej siły. Przez chwilę go tak trzymałam, ale po dłuższym czasie znudziło mnie to i go puściłam. Damian wstał patrząc na mnie z zadowoleniem. - Świetnie wykorzystałaś przeciwko mnie grawitację.
- Główka pracuje. - powiedziałam śmiejąc się. W tedy wampir przygwoździł mnie do drzewa lekko podnosząc za szyję, natomiast drugą ręką przytrzymywał mi nadgarstki.
- Nigdy nie trać czujności, bo to może doprowadzić Cię do śmierci. - powiedział bardzo poważnie patrząc mi w oczy, po czym mnie puścił. - Chcesz się może napić herbaty, bo ja tak. - odwrócił się idą w stronę domu. Ja natomiast stałam i patrzyłam na niego z jedną myślą. W końcu nie mogłam się powstrzymać i musiałam to zrobić. Jak najciszej podbiegłam do niego, wskoczyłam na plecy i skręciłam kark. - To za to, że prawie mnie udusiłeś. - powiedziałam do leżącego ciała chłopaka mojej przyjaciółki. Weszłam do domu i usiadłam na sofie w salonie włączając telewizor. Po chwili do domu weszła Kinga oraz starsza czarownica.
- Gdzie Damian? - spytała przyjaciółka.
- Za domem.
- Co on tam robi sam?
- Leży. - Pani Helia spojrzała na mnie podejrzliwie. Kyla natomiast pobiegła w stronę ogrodu, ja i babcia poszłyśmy za nią. Kiedy zobaczyła swojego chłopaka leżącego na trawie, pisnęła. Pani Helia spojrzała na mnie z niedowierzaniem w oczach i leciutkim uśmiechem na twarzy.
- Co się stało?! - zawołała czarownica.
- Nic, uczył mnie jak walczyć. - Uśmiechnęłam się niewinnie.Zauważyłam, że chłopak się poruszył, a po chwili stał już na nogach. Kyla go przytuliła po czym odwróciła się w stronę domu idąc do drzwi. Podeszłam do Damiana mówiąc mu.
- Czujność przede wszystkim mój drogi.



Rozdział dedykuję Sonii Salvatore ze wspaniałego bloga Shadoow Hills :)
Proszę, pierwsza lekcja samoobrony Jess. Jak na razie tylko tyle zdołałam nabazgrać, ale mam nadzieję, że kolejna lekcja będzie w lepszym stanie. :D
Eh.. Jeśli chodzi o notkę to nie mogłam się powstrzymać od dodania jej dzisiaj. ^.^ Niestety nie wiem kiedy pojawi się kolejny rozdział ponieważ mam blokadę twórczą. :/  Zapewne zawiniła szkoła i praktyki. :( No cóż mam nadzieję, że szybko powróci mi wena i zdołam coś stworzyć.
Pozdrawiam Was kochani. :*

Czytasz = Komentujesz !!!

2013/09/08

Rozdział Dziesiąty

"Nosisz przeszłość w sobie, ciągniesz ją za sobą na grubym, niezniszczalnym łańcuchu bez względu na to, jak daleko w przyszłość patrzysz. Przez długi czas możesz ją ignorować, ale nie możesz od niej uciec."

~Nora Roberts





     Chciałem pobyć sam z moją przeszłością. Nikomu o niej nie mówiłem, nawet Kyli, a jej się zwierzyłem. Słuchała mnie z uwagą, a kiedy mówiłem o zabójstwie Verny na jej twarzy pojawił się smutek i ból. Chciała mnie dotknąć.a ja ją wyrzuciłem z pokoju.
Miałem co do tego prawo. Nie chciałem by ktoś mi współczuł i starał się pocieszyć. Pogodziłem się z tym, kiedy minął wiek. Powoli starałem się zapomnieć o tym zdarzeniu, lecz moja pamięć robiła mi figle, przypominała mi o śmieci Verny w najmniej odpowiednich chwilach.
A może to oznacza, że jednak się z tym nie pogodziłem? No bo w końcu mogłem coś zrobić, ale nie ja wolałem się ukryć. Chociaż jakbym wyszedł też bym zginął. No bo ja, dopiero wampirze niemowlę pokonałoby dorosłe wampiry?
Wątpię.
Dzięki tej czarownicy zmieniłem się. Przez całe swoje ludzkie życie byłem narcystyczny, a kiedy stałem się wampirem manipulowałem każdym. Żyłem w wygodzie nie przejmując się czyimś losem. Ale kiedy ją poznałem dowiedziałem się jak okropne były moje czyny. Dzięki niej chciałem być dobry. Starałem się pomagać innym nie patrząc czy się zranię. Dzięki genom wampira szybko się regenerowałem. Nie wysługiwałem się już ludźmi. Żyłem tak dopóki władzy nie przejął ON. Potężny wampir łaknący władzy i krwi. Zabijał tych, którzy się mu sprzeciwili. Postanowiłem się ukryć chcąc zostać przy życiu nie wstępując do jego szeregów. Dowiedziałem się również, że narodziła się nadzieja na naszą wolność. Dziewczynka, która posiadała wielką moc. Przez siedemnaście lat starałem się ją odnaleźć, aż w końcu spotkałem ją w towarzystwie czarownicy. Odnalazłem jej dom i zapukałem. Otwarła mi przepiękna dziewczyna z cudownym uśmiechem na twarzy. Nie potrafiłem oderwać wzroku od jej oczu, które skojarzyły mi się ze szmaragdami. Po dłuższej chwili jej uśmiech zbladł a oczy się rozszerzyły. Nie wystraszyła się mnie tylko zdziwiła.
- Czego chcesz pijawko? - Powiedziała sucho.
- Chciałem z Tobą porozmawiać.
- Nie mamy o czym. - odparła nie zmieniając tonu swojego pięknego głosu.
- A mi się wydaje, że mamy. Twoja przyjaciółka jest bardzo cenna. - Cofnęła się lekko oszołomiona. Kiwnęła głową żebym wszedł. Przekraczając próg poczułem się tak jakbym wszedł w sam środek trąby powietrznej. Wyraz mojej twarzy musiał ją rozbawić, bo uśmiech znów zawitał na jej twarzy.
- Co to było?
- Zaklęcie. Więc, mów o czym chciałeś ze mną rozmawiać? - Stała z założonymi rękami przyglądając się mi. Westchnąłem.
- Nazywam się Damian Raivick. Wiem, że Twoja przyjacióła jest pół wampirem pół czarownicą. Nie chcę jej skrzywdzić wręcz przeciwnie, chcę ją chronić i szkolić. Mam dość zabijania przez Władcę i jego ludzi, a ona jest naszą jedyną szansą na to aby wszystko wróciło do dawnej normy. - patrzyłem na nią nie wiedząc jak zareaguje. Opuściła ręce i lekko się nachyliła do mnie.
- Zaufam Ci, ale tylko dlatego, że zawsze polegam na swojej intuicji. Jeszcze nigdy mnie nie zawiodła. Jeśli chodzi o moją przyjaciółkę to masz racje, tylko że ona nie ma pojęcia kim jest. Myśli, że wampiry i czarownice to postacie fikcyjne z książek i filmów. Jej przybrani rodzice nie powiedzieli jej prawdy. Mówią, że jeszcze jest czas, ale ja uważam inaczej. Niestety obiecałam im, że nic jej nie powiem. - Przerwała łapiąc oddech. - Ty również masz jej nic nie mówić. Przysięgnij na Boginię Hekate.
- Przysięgam na Boginię Hekate, że nic nie powiem o przeznaczeniu tej dziewczyny nikomu dopuki nie będzie to konieczne. - skończyłem recytować przysięgę, kiedy do salonu weszła starsza kobieta z podejrzliwym wzrokiem.
- Kyla kto to jest i czemu go tu wpuściłaś?
- Babciu to jest Damian Raivick. Jest pokojowo nastawiony. - Starsza czarownica nie spuszczała ze mnie wzroku. - Chce nam pomóc. Gdyby miał złe zamiary zaklęcie by go stąd zdmuchnęło. Po za tym intuicja mi mówi, że można mu zaufać.
- Chłopcze masz, gdzie nocować? - zaskoczyła mnie tym pytaniem. Nadal była podejrzliwa i podchodziła do mnie z dystansem.
- Nie, nie mam. - odparłem.
-  W takim razie zajmiesz nasz pokój gościnny na piętrze. Jeśli zrobisz coś co zagrozi nam śmiercią, zginiesz. - Starsza pani odwróciła się idąc do kuchni.
- Heh. Nie przejmuj się jej groźbą. Chodź pokażę Ci twój pokój. - Nie miałem zamiaru ulotnić tej groźby. Chciałem dożyć dnia kiedy Władca polegnie.
   Eh, wspomnienia. Piękna rzecz, która ma też ciemne strony. Jednak nigdy nie zapomnę tego spotkania z Kylą. W tedy coś do niej poczułem. Starałem się by mnie również pokochała. Dzięki tym staraniom doszłem do tego co jest teraz. Czyli szczęśliwie zakochana para.

 ~***~

      Zdziwiłam się reakcją Damiana. Widziałam ból i tęsknotę w jego oczach. Chciałam go jakoś pocieszyć a on mnie wyrzucił z pokoju. Musiałam z nim porozmawiać, ale dopiero jutro. Kiedy się uspokoi i dojdzie do siebie. Potrzebuje tylko czasu.
Usłyszałam nieznajomy głos na dole. Powoli schodziłam ze schodów. Ujrzałam wysoką szatynkę. Rozmawiała z panią Helią. Wyostrzyłam słuch.
- Jak już mówiłam, Jessika będzie musiała trafić do domu dziecka. Pani nie jest jej krewną, dlatego nie może tu zostać.
- Ale jestem jedyną osobą, której ona ufa i dobrze zna.
- Może i tak ale prawo nakazuje mi ją zabrać z tego domu.
- Pani jest bez serca. - Powiedziała babcia Kingi.
- Nie skomentuję tego. A teraz chciałabym zobaczyć Jessikę. - poczułam dłoń na ramieniu. Moja przyjaciółka również musiała usłyszeć ich głosy. Westchnęłam wstając ze schodów. Zeszłam na dół z uniesioną głową.
- Dobry wieczór. - przywitałam się.
- Czy dobry to się jeszcze okaże.
- Dla mnie był dobry dopuki pani się nie pojawiła. - powiedziałam niezbyt mile, patrząc na szatynkę wyzywająco. Przez jej twarz przebiegło oburzenie. Podeszła do mnie pani Helia kładąc dłoń na moim ramieniu. Nie wiem czemu wszyscy się uwzieli na ten gest.
- Pani Mayer to jest Jessika Hold.
- Spakuj swoje rzeczy, zabieram Cię do domu dziecka. - Powiedziała sucho. Odwróciłam się do starszej kobiety z bladym uśmiechem. Wchodząc po schodach pociągnęłam za sobą Kylę. Weszłam do jej pokoju.
- Wszystko słyszałaś?
- Tak. I tak między nami mogłaś jej bardziej dowalić. - czarownica się uśmiechnęła. - Chodź pomogę Ci się spakować. Dam Ci kilka swoich ciuchów. - objęłam ją serdecznym uściskiem. Kinga spakowała kilka swoich ubrań do niewielkiej torby. Byłam jej za to bardzo wdzięczna. Przy schodach podała mi torbę. Nie zamierzałam się z nią żegnać bo to nie jest jeszcze koniec naszej znajomości.
- Do jutra. - powiedziałam z uśmiechem na twarzy. Odwróciłam się schodzac po schodach. Podeszłam do starej czarownicy.
- Widzimy się jutro na następnej lekcji. - wyszeptałam tak, że tylko pani Helia mnie usłyszała. Podeszłam do niemiłej pani dając jej znać, że jestem gotowa. Wyszła bez słowa kierując się w stronę srebrnego peugeota. Poszłam za nią zajmując miejsce obok kierowcy.
- O nie, siedzisz z tyłu. - spojrzałam na nią zaskoczona. Od samego początku ta baba mi się nie podobała. Oj dam jej popalić.
Usiadłam z tyłu przyglądając się domkom.


Co sądzicie o tym rozdziale? Mam nadzieję, że Wam się spodoba.
Czytasz = Komentujesz. :D
Pozdrawiam. :*

2013/09/04

Rozdział Dziewiąty

"Nie staraj się tak za wszelką cenę być silny.  Siła odgradza nas od innych ludzi."
~Wiesław Myśliwski.



    Siedziałam z Kingą zajadając kanapki z nutellą. Oglądałyśmy powtórki seriali i rozmawiałyśmy ze sobą.
- I co teraz będzie z Tobą? - spytała przyjaciółka.
- Nie wiem.
- Bądźmy realistkami. Obawiam się, że mogą Cię zabrać do domu dziecka.
- Ale ja nie chcę. Wolę być u was. - patrzyłam w zielone oczy Kyli.
- Ja wiem. Też bym chciała żebyś była u nas. - położyła mi dłoń na ramieniu starając się dodać mi otuchy. Uśmiechnęłam się krzywo. Usłyszałam trzask zamykanych drzwi. Do salonu wszedł Damian z szerokim uśmiechem na twarzy.
- Chyba nigdy nie przywyknę do tego czaru. - Obie spojrzałyśmy na niego. Włosy, które urosły za sprawą genów wampira, były rozwiane, jasna cera i niebieskie oczy, w których widać było podniecenie.
- Oho. Chyba coś się szykuje. Czuję to. - powiedziała czarownica.
- Co takiego?
- Zaraz się dowiemy. - Chłopak wyszczerzył zęby w wielkim uśmiechu.
- Mam dla Ciebie niespodziankę. - słowa skierował w moją stronę. - Stoi na zewnątrz. - spojrzałam na przyjaciółkę podejrzliwie. Czarownica uniosła ręce w obronnym geście.
- Ja nie mam z tym nic wspólnego. Sama jestem ciekawa co to może być. - We trójkę wyszliśmy przed dom. A to co tam ujrzałam wywołało na mojej twarzy ogromny uśmiech. Niebieski lakier lśnił w promieniach słońca.
- Tylko on przetrwał. Znalazłem go przed domem w takim oto stanie. - Poruszał rękami tak jak w telemarketach prezentują sprzęt, by jacyś naiwniacy go kupili.
- Co robiłeś w jej domu? - Spytała Kinga.
- Nic. Chciałem się rozejrzeć. - Dalej ich już nie słuchałam. Podeszłam do motoru gładząc go dłonią.
- Gdzie kluczyki i kask? - spytałam odwracając się do wampira.
- Łap. - Z zręcznością wampira złapałam złoty kask. W środku były przywiązane kluczyki.
- Nie wiedziałam, że mam taki brelok.
- Mały prezent ode mnie. - Uśmiechnęłam się. Brelok przedstawiał usta zabarwione wściekłym czerwonym kolorem, z których wystawają dwa białe wampirze kły. Zmiękło mi serce z tego prezentu.
- Dziękuję. - założyłam kask, po czym odpaliłam maszynę, zostawiając za sobą przyjaciół. Dzięki tej przejażdżce mogłam zapomnieć na chwilę o wszystkich moich problemach. Wsłuchałam się w znany dźwięk silnika.

 ~***~

        Tymczasem na zamku.

   Odwróciłem się a peleryna zaszeleściła i opadła miękko na plecy.
Stałem w sali tronowej obmyślając nowy plan, kiedy mi bezczelnie przerwano.
Przez ogromne, łukowate drzwi o nierównej powierzchni wszedł Will. Stanął kilka kroków ode mnie, po czym przyklęknął na jedno kolano, pochylając głowę.
- Panie. - spojrzałem na niego z góry.
- Możesz wstać. Teraz mów, czego się dowiedziałeś.
- Jestem pewny, że to ta dziewczyna. Niestety wie kim jest i na dodatek ma kontakt z czarownicą i wampirem. - Mężczyzna zgarbił się pod naciskiem mego spojrzenia.
- Wiesz coś na ich temat? - spytałem jadowicie.
- Niewiele.
- To znaczy?! - podniosłem głos, nie spuszczając Willa z wzroku.
- Wiem, że czarownica nazywa się Kinga Valdorw, a wampir Damian Raivick.
- To dowiedz się więcej. Chcę mieć tu ten wybryk natury. Żywy. Zrozumiano?!
- Tak Panie.
- A teraz wynoś się! - Wampir skłonił się i wyszedł, zamykając ogromne, ciężkie drzwi.
Westchnąłem siadając na ogromny złoty tron z wyrzeźbionym na oparciu wielkim nietoperzem. Poprawiłem koronę, która lekko się przekrzywiła. Przebiegłem wzrokiem po komnacie. Ściany z ciemnego kamienia, kolumny na których zawieszone były czerwone flagi przedstawiające czarnego nietoperza pod złotą koroną. Łukowate wejście na ogromny taras, które były przysłonięte grubymi, ciemnymi kotarami.
Wyciągnąłem z kieszeni zdjęcie nastolatki. Była piękna. Ciemne, długie włosy okalały bladą twarz. Niewielki, prosty nos, pełne różowe usta i oczy przypominające niebo. Już kiedyś je widziałem, siedemnaście lat temu u pewnej ślicznej blondynki. Do dzisiaj widzę jej twarz w sennych koszmarach. Wiem, że jej duch nie odszedł w zaświaty. Czasem wyczuwałem jej energię.
Muszę złapać to dziecko jak najszybciej. Tylko, że nie jestem pewny czy pozbawić ją życia, czy zmusić by dołączyła się do mnie. Miałem dużo spraw do przemyślenia związanych z tą dziewczyną.

 ~***~

      Wracając do domu przyjaciółki byłam całkowicie rozluźniona i gotowa do lekcji z Damianem.
Zostawiłam motor przed domem chowając kluczyki do kieszeni tak, że brelok z niej wystawał. Weszłam do środka czując moc czaru, do którego zdążyłam się przyzwyczaić. Z salonu słyszałam włączony telewizor. Kinga leżała na sofie z głową na kolanach Damiana, który odwrócił się do mnie w chwili kiedy weszłam do salonu.
- Nareszcie jesteś. Akurat na naszą lekcję. - uśmiechnęłam się do niego słodko.
- Jakbym mogła ją przegapić.
- U, jaki entuzjazm. - powiedziała czarownica siadając.
- Cóż, w końcu muszę poznać jedną część swojego pochodzenia. - Damian wstał posyłając Kyli czarujący uśmiech i spojrzenie pełne miłości. Podszedł do mnie, lekko mną popychając w stronę schodów.
- Racja, dlatego chodźmy do pokoju. Dzisiaj będzie historia wampirów. - bez słowa poszłam do pokoju, który zajmował Damian. Usiadłam na łóżku, przyglądając się wnętrzu pokoju.
Niewielki pokoik z jednym oknem po lewej stronie łóżka. Ściany pomalowane w odcieniu ecri. Dębowa szafa na ubrania stała naprzeciwko łóżka, a obok stała niewielka komoda z tego samego gatunku, na której stał trzydziesto dwu calowy telewizor. Na prawej ścianie przybite były półki z książkami. Natomiast nad łóżkiem wisiał wielki obraz przedstawiający wodospad w otoczeniu drzew, do którego zbliżały się dzikie zwierzęta aby się napoić.
Muszę stwierdzić, że jest tu całkiem uroczo.
Chłopak mojej przyjaciółki usiadł na pufie naprzeciw mnie (hm... musiałam ją przeoczyć). Był bardzo skupiony i opanowany.
- Historia wampirów sięga ponad sto tysięcy lat... Chodzi legenda, która głosi, że jeden mężczyzna modlił się do Bogini Hekate aby dała mu siłę, której nikt nie posiada oraz nieśmiertelność.
Pewnej ciemnej nocy, gdzie jedynym źródłem światła był księżyc w pełni. Na środku polany przywołał Boginię. Dała mu to czego chciał, jednak karę jaką otrzymał od Bogini był wieczny głód, który może uspokoić tylko krew. Ostrzegła go też, aby nie wychodził za dnia, ponieważ promienie słoneczne mogą spalić jego ciało. Powiedziała mu również, że końcem jego nieśmiertelności może być wbicie drewnianego kołka prosto w serce. Potem Bogini Hekate rozpłynęła się, zostawiając swoje dziecko nocy. Zabijał wiele ludzi jak i również wielu przemienił. Chodzą słuchy, że pierwotny chodzi po ziemi, po dzisiejsze czasy. - słuchałam w skupieniu wchłaniając każde jego słowo. I nagle nasunęło mi się jedno pytanie.
- Czekaj ino. Mówisz, że wampira mogą zabić promienie słoneczne, ale Ciebie jakoś nie spaliło. - Wampir uśmiechnął się, wyciągając dłoń tak abym mogła zobaczyć jego szafirowy pierścień na serdecznym palcu.
- To dzięki niemu słońce mnie nie pali. Jest zaczarowany przez czarownicę. - zauważyłam jak posmutniał. - Była moją przyjaciółką. Minęło dziesięć lat mego wampirzego życia kiedy ją poznałem. Pierwszy raz spotkaliśmy się na wieczornej wystawie obrazów. Wyczuła kim jestem w chwili, kiedy znalazła się w tym samym pomieszczeniu co ja. Podeszła do mnie bez obaw. Miała dar. Dzięki jednemu spojrzeniu poznawała prawdziwe oblicze człowieka. Dlatego się mnie nie bała. Po dwóch miesiącach naszej znajomości zrobiła dla mnie ten pierścień. Dzięki niej mogłem oglądać wschód i zachód słońca... Tydzień później po naszym ostatnim spotkaniu chciałem ją odwiedzić. W tedy zobaczyłem jak garstka wampirów wyrwało jej serce. Widziałem jak jej niebieskie oczy patrzą na mnie pozbawione iskry życia. Nie mogłem się ujawnić bo by mnie z łatwością zabiły. Kiedy odeszli pochowałem ją jak królów... - Zamilkł. Widziałam na jego twarzy ból. - Proszę, wyjdź. Koniec lekcji.



Rozdział dedykuję Larie  za jej ciepłe słowa oraz za to jak strasznie czekała na niego. :D Mam nadzieję, że Ci się podoba.
Oczywiście chcę też znać opinię innych czytelników ;) Więc jak Wam się podoba?
Jeśli wykryjecie jakieś błędy to śmiało mi je wytknijcie, będę bardzo wdzięczna. :)
Pozdrawiam Was moi mili. :*

Obserwatorzy